poniedziałek, 5 listopada 2012

Aneksja ciała. Esej o książce Beaty Przymuszały „Szukanie dotyku. Problematyka ciała w polskiej poezji współczesnej”



Ecce homo
            Pragnąc przybliżyć pracę Beaty Przymuszały pt. Szukanie dotyku. Problematyka ciała w polskiej poezji współczesnej”, chciałbym rozpocząć od prezentacji fragmentu porażającego monologu filozoficznego S. Becketta pt. „no właśnie co”, ostatniego tekstu napisanego w 1988 roku autora „Czekając na Godota”


obłęd-
obłęd że w ogóle-
że się w ogóle-(...)
co-
no właśnie co-
to wszystko co się widzi-
no to wszystko-
to wszystko tutaj-
obłęd że się w ogóle widzi co-
ledwo widzi-
łudzi że ledwo się widzi-
chce łudzić że ledwo się widzi-
gdzieś tam daleko w dali jakby we mgle co-
obłęd że się w ogóle chce łudzić że ledwo się widzi gdzieś tam daleko w dali jakby / we mgle co-
co-
no właśnie co-[1]

No właśnie co: obłęd. Litera O zaklęta w koło i błąd, człowieczy błąd wyrażający daremność poznania tego, co jest we mnie i wokół mnie, co jest mną. „Obłędem jest, że się <<widzi>>, obłędem jest, co się <<widzi>>, obłędem jest wreszcie, że stanowi to problem, że pragnie się to nazwać, a nazwać tego nie sposób”[2] Ten komentarz Antoniego Libery do utworu S. Becketta oddaje sytuację egzystencjalną człowieka próbującego dotknąć własnej istoty, zrozumieć samego siebie, pojąć własne człowieczeństwo. Czym jest to, co jest mną? Gdzie znajduje się siedziba mojego jestestwa? Czym jest ja? Czym ciało i jaźń, dusza i duszyczka? Czym one są względem siebie? Gdzie jest granica między naturą, a kulturą na mapie ludzkiego ciała? Co jest we mnie podmiotem, a co przedmiotem? Obłęd: daremny wysiłek  myśli próbującej nazwać w sobie to, co w niej myśli.

Ciało z ksiąg  Prospera
           
W ciągu dwunastu lat wygnania wyspa Prospera stała się królestwem nakładających się obrazów wyczarowanych z ksiąg czarodzieja i uczonego.  Granica między tym, co realne, a co jest zwodniczo nierzeczywiste, została zatarta. Było to prymarne założenie Petera Greenaway`a, postmodernistycznego reżysera[3], który nakręcił filmową wersję „Burzy” Szekspira. Nawet cielesność i tożsamość bohaterów stały się przedmiotem manipulacji i teatralizacji, przedmiotem gry tekstów nawzajem się przenikających. Lokalne duchy przeistaczają się  w mitologicznych bohaterów albo literackie postaci, czterech Arielów przemienia się  w cztery żywioły, a Kaliban staje się tancerzem. Tożsamość, jak i jej cielesna forma, stały się płynne i nieprzewidywalne. Możemy więc sobie wyobrazić jak księgi Prospera ujmowały problem cielesności.  Tworząc intertekstualne wizualizacje ciała, wykreowały system odbić, często niekoherentnych i niespójnych, zdeformowanych i zdefragmentaryzowanych, dla których żadna rzeczywistość ani świat wartości, żaden styl ani konwencja, nie stanowiły punktu odniesienia. Ani ciało „naturalne”, ani ciało jako kulturowy konstrukt przestają być określone; stają się tekstem.
            Wielość dyskursów na temat ciała we współczesnej poezji dowodzi, że nie ma jednego paradygmatu cielesności. I ta wielość dyskursów na temat ciała multiplikujących jego wizualizacje i jedno ciało jako byt sam w sobie, stanowiący dla powojennej literatury kluczowe zagadnienie tematologiczne, stanowi punkt wyjścia dla projektu badawczego autorki pracy „Szukanie dotyku”.  Ta konstatacja stanowi źródło fundamentalnego pytania dla Beaty Przymuszały: czy w oparciu o ciało jako punkt odniesienia można budować własną tożsamość? Zdaniem badaczki, somatyczność jest  dystynktywną kategorią egzystencjalną (koncentrującą na sobie rozważania na temat tożsamości człowieka) i literaturoznawczą (wyrażającą się w specyficznej dla niej poetyce, która cechuje się koncepcją otwartego podmiotu, ambiwalentnym stosunkiem do konwencji oraz dominacją liryki bezpośredniej i  zwrotu bezpośredniego do adresata). W tych dwóch aspektach cielesność staje się przedmiotem badań interdyscyplinarnych, których obszar obejmuje poezję powojenną aż do lat siedemdziesiątych, do wystąpienia ruchu Nowej Fali. Znaczący dla jego ujęcia jest kontekst historyczny i filozoficzny. W poezji po Oświęcimiu istota ludzka odarta z człowieczeństwa zostaje zdegradowana, a jej ciało zreifikowane. Wojenne doświadczenie odciśnięte w paradygmacie cielesności zostało zuniwersalizowane przez egzystencjalistów. Jak to ujął M Januszkiewicz: „...człowiek, doświadczywszy swego rzucenia w świat, napotyka wokół siebie rzeczy, (...) w ten sam sposób napotyka i drugiego człowieka – jako rzeczopodobnego; postrzega go w jego cielesności”.[4] Za Sartre`em można powiedzieć, „że zakładać ubranie to ukrywać swój przedmiotowy status: to domagać się prawa do widzenia, bez bycia widzianym, czyli [domagać się] bycia czystym podmiotem a nie przedmiotem.”[5] Te dwa konteksty: historyczny i filozoficzny wyznaczają paralelną perspektywę oglądu omawianych tekstów.
Analiza wybranych utworów zostaje zawężona do wierszy Anny Świrszczyńskiej, Czesława Miłosza, Tadeusza Różewicza, Anny Kamieńskiej, Stanisława Grochowiaka, Zbigniewa Herberta, Janusza Stanisława Pasierba, Haliny Poświatowskiej, Rafała Wojaczka, Stanisława Barańczaka i Ryszarda Krynickiego  i ich lektura staje się dla badaczki podstawą  do budowania dialogicznego modelu poezji ciała jako odrębnego i swoistego zjawiska, który zrodził się, jak to ujęła Beata Przymuszała,  „w wyniku ewolucji myślenia o ciele – od dostrzeżenia fizyczności jako elementu tożsamości do wskazywania na somatyczną otwartość jako znak relacyjności podmiotu”.[6] Tym też badaczka tłumaczy nieobecność innych twórców powojennych (Andrzeja Bursy, Tymoteusza Karpowicza, Mirona Białoszewskiego, Jarosława Marka Rymkiewicza, Wisławy Szymborskiej, Bronisława Maja i  innych poetów z tzw. Nowych Roczników), w utworach których ciało jako temat również funkcjonuje.  Należy przyjąć, iż lista ta jest otwarta, bo całościowe spojrzenie na powojenną poezję przez pryzmat ludzkiej cielesności jest niemożliwe.
Pracę Beaty Przymuszały można więc uznać za swoistą monografię poświęconą cielesności i różnym jej wymiarom w poezji współczesnej, monografię bardzo potrzebą na gruncie badań historycznoliterackich, zwłaszcza po publikacji Bogusławy Bodzioch-Bryły „ Ku ciału post-ludzkiemu...Poezja polska po roku 1989 roku wobec nowych mediów i nowej rzeczywistości”.

Projekt badawczy czyli Levinas między Kartezjuszem a Freudem
                Cielesność to pryzmat, który ogniskując, rozszczepia wielość dyskursów na temat człowieka i jego tożsamości. Przez niego możemy spojrzeć na współczesną poezję jako przestrzeń kulturowego uwikłania somatyczności, jako przestrzeń przenikającego się nawzajem sacrum i profanum, locus teologicus i  abcjection[7]. W ten sposób ciało jako temat przestaje być tylko obiektem opisu i rozważań, ale również sposobem na doświadczenie siebie, Innego  i otaczającej go rzeczywistości. To rozszerzenie zakresu konotacji somy jako tematu stwarza nowe możliwości badawcze i praca Beaty Przymuszały jest tego inspirującym świadectwem.
            W myśleniu o cielesności człowieka wyróżnić możemy  dwa przeciwstawne, a zarazem dominujące paradygmaty antropologiczne: kartezjański i freudowski. Fundamentem tego pierwszego była dualistyczna koncepcja istnienia. Wedle niej,  człowiek składa się  z dwóch różnych substancji: res cognitas (substancji  świadomej czyli duszy pozbawionej rozciągłości i bedącej źródłem)  i res extensa (substancji rozciągłej i nieświadomej). Implikacją takiej koncepcji było wyzucie podmiotu z ciała, bo to, czym był podmiot, było czym innym niż ciało. Współcześnie pokartezjański dualizm jest kontynuowany na trzy sposoby. Powołując się na pracę E. Grosz „Volatile Bodies”, Monika Bakke pisze: „ Po pierwsze, ciało jest przedmiotem badań szczegółowych, które izolują je tak, aby było dobrą egzemplifikacją uzasadnianych badanych problemów, ignorują zaś całe bogactwo i uwikłanie ciał. Po wtóre, ciało zmetaforyzowane: ciało jako narzędzie świadomości, ciało jako powłoka, oddana do dyspozycji duszy etc. Tak potraktowane ciało jest pasywnym przedmiotem cudzych wpływów, jego inercja prowokuje manipulacje. Po trzecie, ciało jest środkiem ekspresji – komunikatem. Przepływ informacji jest dwustronny: z wnętrza organizmu na zewnątrz i odwrotnie.(...) Ignoruje się tu takie możliwości ciała, jak wpływ na emocje, odczucia, myśli.”[8] Współcześnie pokartezjański dualizm zakłada  więc absolutny prymat świadomości, będącej polem aktywności myślącego podmiotu nad cielesnością, nieświadomą materią.
            Ten paradygmat został odrzucony przez Freuda i jego następców. Psychoalnalityczna koncepcja podmiotu zakłada, że ciało i świadomość, oddziałując na siebie na zasadzie interakcji,  stanowią jedność. Co więcej, somatyczność, jak i podmiotowość, nie są dane człowiekowi w chwili narodzin w postaci  w pełni ukształtowanej i ostatecznej. Modus istnienia ciała i świadomości ma charakter dynamiczny; jest to proces stopniowego wyłaniania się, przemieniania się i zanikania.
Można wyróżnić cztery fazy rozwoju podmiotowości: 1) faza recypowania ciała, które  ego nie doświadcza jeszcze jako zintegrowaną formę, ale poznaje je i odczuwa jako ciało w częściach: rozbite i pokawałkowane, którego poszczególne organy są sobie nawzajem obce i dalekie, stanowiące światy same w sobie; 2) faza to moment integracji, w którym podmiot odkrywa siebie jako całość w lustrzanym obrazie; ja staje się podmiotem myślącym umiejscawiającym siebie w ciele, a zarazem  utożsamiającym się z ciałem; 3) faza to moment, w którym ego odrzuca wszystko to, co nieczyste, plugawe i zakazane, a co musi wyeliminować, by ustabilizować dopiero co wykrystalizowaną tożsamość; to jest czas narodzin ciała społecznego, które zostało ucywilizowane w procesie zderzania tego co prywatne, z tym co, publiczne, tego, co indywidualne, z tym, co zbiorowe,  tego, co naturalne, z tym, co kulturowe i w końcu tego, co umysłowe, z tym co cielesne; 4) faza to okres, którym wyłania się „ja” dyskursu poprzez wyparcie pierwotnej sfery matczynej na rzecz prawa ojcowskiego.[9] Tak więc ja  w psychoanalitycznej koncepcji nie wyraża się poprzez  spójną tożsamość czy osobowość, bardziej jest podobne do heraklitejskiej rzeki, w której bycie jest zastąpione stawaniem się, a istnienie to przechodzenie od jednej formy istnienia do drugiej. Podmiot jest poddany przemożnej presji ze strony kultury (superego), jak i nieokiełznanej, rządzonej przez instynkty natury (id). Oznacza to, że freudowskie ja przestało być i klarowne, i racjonalne, odkryło zaś w sobie mroczne i fascynujące jądro ciemności.
            Beata Przymuszała zaproponowała zniesienie tej binarnej opozycji w dyskursie na temat cielesności. Prezentowana koncepcja podmiotu ma charakter dialogiczny w duchu myślenia E. Levinasa. Ta badawcza perspektywa jest nie tylko odkrywcza dla rozpoznawania literackich zjawisk oscylujących wokół somatyczności, ale przede wszystkim  humanizuje spojrzenie na podmiotowe ja. Dzięki tej optyce ludzkie istnienie nie jest sprowadzane tylko do ontologii; przywraca mu metafizyczny i etyczny wymiar (poprzez odniesienie bytu ludzkiego do nieskończoności i do innego, za którego jest odpowiedzialny). Beata Przymuszała pisze: „Rozpatrywanie współczesnej poezji w tym kontekście pozwoli być może na dostrzeżenie kształtowania się myślenia o swoim „ja” w powiązaniu z czyimś „ty”. „Tożsamość relacyjna” (rozwój własnej osoby dzięki kontaktom z innymi), „ciało otwarte” (eksponowanie utopii całkowitej autonomiczności), „ciało, czyli tożsamość” (zwrot w stronę tożsamości dynamicznej) – to najważniejsze problemy filozoficznych interpretacji somatyczności w perspektywie ujęcia dialogicznego.”[10] Ta badawcza optyka łączy dyskurs filozoficzny z religijnym; prezentacja zaś poezji współczesnej zostaje wzbogacona o kontekst teologiczny. Octavio Paz w „Dialektyce samotności” ujął te kwestie następująco: „Żyć — znaczy oddzielać się od tego człowieka, którym byliśmy, aby się wgłębiać w tego, którym bę­dziemy, w przyszłego, zawsze obcego. Samotność jest ostatecznym tłem ludzkiej kondycji. Człowiek jest jedyną istotą, która się czuje samotna, i jedyną, która jest celem poszukiwań drugiej istoty. Jego natura — jeżeli można mówić o naturze w odniesieniu do człowieka, tej istoty, która właśnie odkryła samą siebie z chwilą, kiedy powie­działa „nie" przyrodzie — polega na dążeniu do urzeczy­wistnienia się w drugim. Człowiek jest tęsknotą i poszuki­waniem komunii. Dlatego też zawsze, kiedy odczuwa siebie, odbiera sam siebie jako brak kogoś drugiego, jako samotność.”[11] Dialogiczna poezja ciała prezentowana na przykładzie przywołanych twórców staje się zapisem, często dramatycznym, „poszukiwania komunii”.
Co więcej, tak pojmowane dialogowe ujęcie podmiotu pozwala spojrzeć na poezję jako na pragnienie komunikacji z Innym, co Beata Przymuszała określa mianem somatyzacji tekstu. Słowo staje się gestem, zwróceniem twarzą w twarz do drugiego, co badaczka łączy z koncepcją Merleau-Ponty`ego, wyrażoną poprzez metaforę „cielesnego słowa”. „To, co nazywamy słowem,  nie jest niczym innym jak ową antycypacją i ponowieniem, dotknięciem na odległość” – pisał w „Prozie świata”.[12] W „Inaczej niż być lub ponad istotą” Levinas ujął to następująco: „Mówić to zbliżać się do bliźniego, <<użyczać mu znaczenia>>.(...) Mówienie zbliża się do Innego, przebijając noemat intencjonalności, wywracając świadomość <<jak marynarkę>> na drugą stronę; świadomość, która sama z siebie pozostałaby jedynie dla siebie.”[13]

Homonimia istnienia czyli separacja jako dialog zaprzeczony
            Tę badawczą perspektywę zaproponowaną przez Beatę Przymuszałę chciałbym uwyraźnić poprzez przywołanie jeszcze jednego wątku myśli Levinasa.  Dla autora „Całości i nieskończoności” ważnym pojęciem jest separacja. Barbara Skarga charakteryzuje je jako poczucie własnej osobności, w którym egoistyczne Ja rozszerza swoje istnienie poprzez podporządkowanie mu tego wszystkiego, co inne. Skrajną formą separacji jest ateizm. Parakoks tego poczucia własnej odrębności sprowadzającej inne, do tego samego czyli siebie, polega na tym, że jest to stan konieczny do tego, aby mogło się zrodzić pragnienie kontaktu z innym, pragnienie przekroczenia samego siebie. „Levinas podkreśla, że ten inny i Ja nie znajdują się na tej samej wysokości, nakazuje mi się wznieść ponad siebie, gdyż takim wzniesieniem jest wyzbycie się samolubstwa i samozadowolenia, zrozumienie odpowiedzialności i tego faktu, że z tej odpowiedzialności za zło wyrządzone drugiemu nikt mnie nie jest w stanie uwolnić”[14] Levinasowska wizja bycia w separacji daje możliwość twórczej reinterpretacji tych tekstów poezji współczesnej, dla których jedynym, obowiązującym punktem odniesienia była filozofia egzystencjalna. Jednocześnie egzystencjalne ujęcie ludzkiego istnienia można traktować jako dialog zaprzeczony, nieprzezwyciężoną separację podmiotu.
Bohater „Kartoteki” narodził się z wcześniejszych utworów Tadeusza Różewicza. Badacze zwracają uwagę przede wszystkim na opowiadanie „Przerwany egzamin” i wiersz „Rozebrany”. Ten właśnie utwór chciałbym przywołać w całości.  
            Rozebrany

Wszystkie wspomnienia obrazy uczucia wiadomości
pojęcia doświadczenia które składały się na mnie
nie łączą się ze sobą nie stanowią całości
we mnie
tylko czasem dopływają do mnie do brzegu
mojej pamięci dotykają skóry
lekko dotykają stępionymi pazurami
Nie będę kłamał
nie stanowię całości zostałem rozbity i rozebrany
któż się pochyli kto zainteresuje się tymi fragmentami
ja sam jestem tak bardzo zajęty
kto może sobie przypomnieć formę mojego wnętrza
w tym zamieszaniu gorączkowym ruchu
na korytarzu gdzie tysiąc drzwi otwiera się i zamyka
kto odtworzy formę która
nie odbiła się ani w białej kredzie
ani w czarnym węglu
ja sam zapytany nagle
nie mogę sobie przypomnieć
mówią o mnie że żyję[15]
sierpień 1956

            W tym samym roku, w lecie 1956 roku zrodził się pomysł sztuki pt. „Ostatnia taśma Krappa”  S. Becketta. Jej prapremiera miała miejsce w  październiku 1958.  Główny bohater, Krapp, (z ang. słowo to kojarzy się z srap czyli odpady- ekskrementy, pozostałości, resztki), w dniu swoich kolejnych urodzin nagrywa siebie na taśmę magnetofonową. Tak czynił od ponad czterdziestu lat. Każda taśma to mówiony zapis innego wcielenia Krappa. Odtwarzając siebie sprzed lat, główny bohater nie jest w stanie ukryć konsternacji, słysząc tego, którym  był.  Albo irytuje go jego wczorajsze ja, albo nie pamięta niczego z tego, o czym przed laty mówił, albo zaprzecza  temu jakby wypowiedziane słowa pragnął wymazać z rejestru pamięci. Krapp odkrywa nieciągłość osobowości czy też swoistą homonimię istnienia. Mając dwadzieścia kilka lat, konstatuje, że był kimś innym niż wtedy, gdy miał lat sześćdziesiąt dziewięć, i że są to dwie różne istoty. „Wszystkie wspomnienia obrazy uczucia wiadomości/ pojęcia doświadczenia które składały się na mnie/ nie łączą się ze sobą nie stanowią całości/

we mnie” –wyznaje „rozebrany” podmiot z utworu Różewicza. Dla Krappa doświadczenie nieciągłości osobowości stało się źródłem zwątpienia w podstawą kategorię samoidentyfikacji podmiotu wyrażajacą się w zaimku „ja”. Wewnętrzne utożsamianie się z kimś, kto za chwilę będzie kimś innym, sprawia, iż używanie form czasownikowych w pierwszej osobie liczby pojedynczej jest językową uzurpacją. Antoni Libera, analizując te kwestie, konstatuje: „W utworach dramatycznych pisarz powraca do tego zagadnienia, między innymi, w Szczęśliwych dniach, Nie ja i Wtedy gdy. Zwłaszcza w Szczęśliwych dniach rzecz dotknięta jest wprost i nazwana po imieniu. Warto przytoczyć w tym miejscu następujące zdania:

trudno to pojąć. Że jestem tą, co zawsze — a jednocześnie tak inną. Jestem t ą, powiadam: t ą [podkr. A. L.], a potem inną. Dziś tą, a jutro inną. [Akt II]

I jeśli ziemia pokryje któregoś dnia moje piersi, to będzie tak, jakbym nigdy ich nie widziała, jakby nikt ich nigdy nie widział. [Akt I]”[16]

            Skupienie się podmiotu na własnym ego zamyka go w chwili hic et nunc, odrywając od tego, kim ono było i kim będzie. Utrata ciągłości świadomości ja, atomizuje ją. Dialog jako swoista zasada istnienia zostaje zaprzeczona.

Zamiast zakończenia czyli ponowoczesność: ciało i władza

Formuła dialogicznej poezji ciała zaproponowana przez Beatę Przymuszałę, rodzi pytanie: na ile w sposób odkrywczy można odczytać daną twórczość, a na ile przyjęty aparat badawczy może ograniczyć pole widzenia w jej rozpoznaniu. Odpowiedź na tak postawione pytanie wydaje się oczywista.

Poezja nie wszystkich artystów jest jednorodna pod każdym względem. Casus Różewicza ujawnia funkcjonowanie na zasadzie paraleli kilku dyskursów na temat cielesności. I tak odnaleźć można w jego twórczości paradygmat ciała ponowoczesnego. Zygmunt Bauman w pracy „Ciało i przemoc w obliczu ponowoczesności” tak je charakteryzuje: „Ciało ponowoczesne jest przede wszystkim odbiorcą wrażeń. Spożywa ono i trawi przeżycia.(...)Nie potrzeba już przemocy ani indoktrynacji, by się pokusom oprzeć.”(s.18)[17] Izabela Kowalczyk  w pracy „Ciało i władza. Polska sztuka krytyczna lat 90.”  wyraża przekonane, że konsumpcjonizm jest tą formą współczesnej kultury, która roztoczyła władzę nad cielesnością.[18] Utwór T. Różewicza pt. „Nowy człowiek” jest poetycką egzemplifikacją tej  tezy:
Nowy człowiek
Nowy człowiek
to ten tam
tak to ta
rura kanalizacyjna
przepuszcza przez siebie
wszystko[19]
To,ten,tam, tak to ta, to to, nowy człowiek, co, no właśnie co: miscellanea.


[1] S. Beckett, Wierność przegranej, Kraków 1999, s. 143-144
[2] A. Libera, Posłowie do: S. Beckett, j.w., s.143
[3] Por. Peter Greenaway, Księgi Prospera, [w:] „Brulion”, nr23-24, r. 1994, s.150-154.
[4] M. Januszkiewicz, Tropami egzystencjalizmu w literarturze polskiej XX wieku. O prozie Aleksandra Wata, Stanisława Dfygat i Edwarda Stachury, Poznań 1998, s.47.
[5] Cyt. Za: Monika Bakke, Ciało otwarte, Poznań 2000, s.59.
[6] B. Przymuszała, Szukanie dotyku. Problematyka ciała w polskiej poezji współczesnej, Kraków 2006, s.369.
[7] abjection (z ang. to, co nikczemne, wstrętne)  pojęcie odwołujące się do abject art. (sztuki wstrętu lub sztuki odrzuconego), która charakteryzuje się eksplorowaniem tych rejonów ludzkiej cielesności (np. fizjologii czy seksualności),  które są przedmiotem kulturowego tabuizowania lub wręcz odrzucenia jako obrzydliwego i pokalanego.
[8] M. Bakke, Ciało otwarte. Filozoficzne reinterpretacje kulturowych wizji cielesności, Poznań 2000, s.13-14.
[9] Por. M.Bakke, j.w., 13-20.
[10] B. Przymuszała, j.w., s. 21.
[11] O. Paz, Dialektyka samotności, Kraków 1991, s.207.
[12] M. Merleau-Ponty, Proza świat. Eseje o mowie, Warszawa 1999, s. 23.
[13] E. Levinas, Całość i nieskończoność. Esej o zewnętrzności, Warszawa 2002, s.84-85.
[14] B. Skarga, Wstęp,[w:] E. Levinas, j.w., s. XXXI.
[15] T. Różewicz, Niepokój. Wybór wierszy, Warszawa 1995, s.240.
[16] A. Libera, Wstęp, [w:] S. Beckett, Dramaty, Wrocław 1995, s. XCV.
[17] Z. Bauman, Ciało i przemoc w obliczu ponowoczesności, Toruń 1995, s.19.
[18] Izabela Kowalczyk, Ciało i władza.Polska sztuka krytyczna lat 90, Warszawa 2002, s. 18.
[19] T. Różewicz, Na powierzchni poematu i w środku, Warszawa 1998, s.38.

piątek, 12 października 2012

Słowo o Pelagii Majewskiej



 Wspomnienie historii naszej szkoły i skonfrontowanie jej z teraźniejszością jest okazją do przywołania wybitnych absolwentów, których biografia stanowi dla nas swoiste przesłanie. Rok temu ikoną naszego święta szkoły i obchodów 90-lecia Unii była Julia Hartwig najwybitniejsza żyjąca polska poetka, którą gościliśmy.  W tym roku na 91 urodziny naszej szkoły chcielibyśmy wam przybliżyć postać Pelagii Majewskiej
Kim była skromna absolwentka III Liceum Ogólnokształcącego im. Unii Lubelskiej?
Pelagia Teresa Majewska (ur. 26 kwietnia 1933, Równe, zm. 12 lipca 1988) – jedna z najsłynniejszych pilotek szybowcowych na świecie związanych z Lublinem. Na swoim koncie ma 17 rekordów światowych i 21 krajowych. Jako pierwszy pilot szybowcowy w kraju wyróżniona została w 1956 r. najwyższym polskim odznaczeniem szybowcowym – Medalem Tańskiego. Była pierwszą kobietą w Polsce i drugą na świecie, która otrzymała nadane przez Międzynarodową Federację Lotniczą (FAI) najwyższe światowe odznaczenie szybowcowe – Medal Lilienthala (1960). Jako druga w Polsce i trzecia kobieta na świecie zdobyła złotą odznakę szybowcową z trzema diamentami.  Była Zasłużonym Mistrzem Sportu, trzykrotnie została odznaczona Medalem za Wybitne Osiągnięcia Sportowe. Zginęła tragicznie na lotnisku w Lizbonie. W 1989 roku na wniosek Aeroklubu Polskiego, Konferencja Generalna FAI ustanowiła medal im. Pelagii Majewskiej.
Ta krótka notka biograficzna prowokuje do postawienia pytania: Kim dla nas jest Pelagia Majewska?
Zacznę od przywołania obrazu z pamięci członków najbliższej rodziny: mała dziewczynka, która wybiega na balkon, ilekroć słyszała warkot samolotowego silnika; potem długo śledziła z zadartą głową lot powietrznego statku. To chyba na tym balkonie rozpoczęła się ta niesamowita przygoda Pelagii i chyba tu narodziła się ta zwariowaną, zawsze uśmiechniętą kobieta, która bez odwoływania się  do jakiejkolwiek ideologii, udowodniła, że kobieta także jest Ikarem. Łamiąc wszelkie stereotypy kobiecości, zdobyła na skrzydłach niebo, które jak się wtedy wydawało się jest tylko dla mężczyzn. Ale Pelagia jest dla nas także mistrzem.  Nie tylko sportowym. Jest mistrzem życia. Kiedy pierwszy raz wsiadła za sterami i wzniosła się w powietrze powiedziała, wspominając po latach  tamtą chwilę,„Świat zawirował z radości”. Wyobraźmy to sobie. Wyobrażmy sobie, jak wsiadała do samolotu, jak wzbijała się w powietrze i zobaczyła jak wokół niej świat wiruje z radości. To prawie jak iluminacja. To był moment odnalezienia siebie, swojego miejsca pomiędzy ziemią a niebem i swojej drogi. To wtedy narodziło się  słynne zawołanie Pelagii:” Przestrzeń – latanie, szybowanie – to moje kochanie”. To kwintesencja jej życia, które było miłością tego, co się kocha, praca, która była pasją, pasja, która była spełnianiem marzeń. Całe życie Pelagii to działanie i zaangażowanie, miłość i marzenia  tak jakby chciała poprzez swoje istnienie powiedzieć, że ci, co unikają pracy, lękają się własnych marzeń i boją zaangażowania, ryzykują, że nigdy nie zaznają prawdziwego życia. Czytając biografię poświęconą Pelagii Majewskiej, natrafiłem na taką jej wypowiedź:  „Możesz dokonać wszystkiego, czego tylko zechcesz możesz zdobyć wszystko, czego zapragniesz możesz zostać każdym, kim zechcesz zostać.” Możesz, to znaczy jesteś wolny, możesz wybrać drogę ku byciu takim, jakim  siebie wyśniłeś. Możesz, to znaczy, że świat jest rezerwuarem nieograniczonych możliwości. Pelagia daje nam tę odwagę, aby wzbić się do świata swoich marzeń i pasji, w których sny stają się rzeczywistością. Nasz Lublin jest miastem inspiracji dzięki takim ludziom jak Pelagia Majewska.
Pelka – patrząc w niebo dziękujemy ci za to że byłaś, za to, że jesteś, chcemy pamiętać o tobie nie dlatego, by czcić twoje rekordy, ale dlatego, że jesteś dla nas źródłem inspiracji i wzorem prawdziwego życia.

środa, 10 października 2012

Białe plamy...

czyli o Polakach i sprawie polskiej w czasie I wojny światowej
Okres I wojny światowej i odzyskiwania niepodległości jesienią 1918 r. zajmuje szczególne miejsce w zbiorowej pamięci. Dzieje się tak dlatego, że wiążą się z nim symbole szczególnie bliskie „ polskiej duszy” i wrażliwości a przez lata totalitarnej dyktatury spychane w niebyt lub marginalizowane w przestrzeni publicznej. Są nimi walka zbrojna I Kompanii Kadrowej i Legionów J. Piłsudskiego- legendarnego komendanta, brygadiera, który stał i się w potocznej świadomości symbolem niepodległości. Ten uproszczony i zmitologizowany obraz  wpisuje się w żywą wciąż tradycję romantyzmu politycznego, który wiąże się z polskimi powstaniami i walką z Moskalami. I nie chodzi bynajmniej o jego demitologizację, gdyż epopeja legionowa i brygadier J. Piłsudski  mają  zasłużenie swoje miejsce w naszej zbiorowej pamięci ,ale o to, że jest to  obraz niepełny w stopniu, który wypacza w istotny sposób prawdę. W potocznej świadomości istnieje przekonanie, że poza tym wątkiem nie istnieje już nic, o czym warto byłoby pamiętać. Edukacja szkolna i medialna umacniają to przekonanie, wytwarzając czasem nieświadomie typ mentalnej presji, nie pozwalającej na podejmowanie innych wątków, istotnych dla obrazu tego okresu.
Ważne pytania
Rzadko zadajemy sobie pytanie, jak to się stało, że państwa zachodnie, które zwyciężyły  w I wojnie i miały zasadniczy wpływ na kształtowanie  ładu powojennego w Europie, uznały jeszcze przed jej zakończeniem prawo Polaków do niepodległości w sytuacji, gdy przez pierwsze trzy lata wojny J. Piłsudski, walczący z Rosją,  postrzegany był przez nie jako współpracownik Niemiec i Austro-Węgier ? Przecież w optyce polityków zachodnich dowódca legionów w sposób czynny osłabiał politycznie i wojskowo potencjał państw Ententy/Francji, W. Brytanii i Rosji. Dodać trzeba , ze po wojnie państwa sojusznicze Niemiec były traktowane przez zwycięzców  jako wrogie i zostały poddane licznym i  dotkliwym ograniczeniom. I kolejne istotne  pytanie, jak to się stało, że Polacy otrzymali zaproszenie na konferencję  pokojową  w Paryżu jako sojusznicy zwycięskiej Ententy?. W pierwszym odruchu przychodzi na myśl odpowiedź oczywista, doceniono nasze uparte dążenie do wolności udowadniane nieraz krwią powstańców i naszych bohaterów, którzy walczyli za „wolność waszą i naszą” w całej niemalże Europie w XIX stuleciu. To mit, bo u progu nowej epoki liczyły się nie sentymenty, o których mało kto pamiętał na świecie, oczywiście poza nami, tylko realne fakty polityczne z okresu wojny  i ich konsekwencje. A te tworzyła grupa polityków, która reprezentowała koncepcję polityczną zupełnie przeciwną wobec realizowanej przez J. Piłsudskiego.
Alternatywa dla J. Piłsudskiego
Była to orientacja antyniemiecka –budowana jeszcze  przed wojną i konsekwentnie realizowana  w czasie jej trwania przez głównego antagonistę J. Piłsudskiego-  R. Dmowskiego, lidera ruchu narodowo-demokratycznego, który odegrał bardzo istotną  rolę w dziele odbudowy niepodległej Polski, a przez dziesięciolecia był postacią marginalizowaną w naszej historii. Tymczasem już na kilka lat przed wojną/1908 r./ R. Dmowski opublikował pracę pt. „Niemcy, Rosja i kwestia polska”, w której wskazał na Niemcy jako głównego wroga, wiążąc  w ten sposób sprawę polską z losami państw zwycięskiej, jak przewidywał,  Ententy, a więc z konieczności i z  Rosją. Dodać trzeba, że  uważał tę ostatnią za państwo słabe wewnętrznie/rewolucja 1905-1907/ , zagrożone od zachodu/Niemcy/ i wschodu/Japonia/, a więc bardziej skłonne do możliwych ustępstw. Tym bardziej, iż  zagrożenie niemieckie stwarzało, jego zdaniem , realną przesłankę możliwej współpracy politycznej, ale wymagało to wyraźnej zmiany polityki rosyjskiej wobec Polaków i odwrotnie, zmiany myślenia rodaków o Rosji, z emocjonalnego na polityczne, co było ze względów historycznych  trudne. Dla wielu współczesnych   to już wystarczyło ,  by przylepić Dmowskiemu  etykietkę rusofila i zdezawuować nie tylko jego osobę, ale i całą działalność polityczną. I tak jest niestety do dzisiaj.  Tymczasem trzeba pamiętać, że przeszedł on w młodości upokorzenia związane  z systemem apuchtinowskiej szkoły rosyjskiej, o którym pisał z niekłamaną pogardą  we wspomnieniach, nazywając zawsze Rosjan Moskalami. Pamiętać też warto, że był zesłany przez władze carskie za działalność patriotyczną, podobnie jak jego adwersarz polityczny J. Piłsudski. Czy człowiek z takimi  doświadczeniami mógł być rusofilem?.    Ale dla Dmowskiego to nie emocje i sentymenty kreowały myśl polityczna, tylko rzetelna ocena  realnych  faktów. Tę optykę  doceniła część europejskich elit politycznych. Praca „ Niemcy, Rosja i kwestia polska” doczekała  się  przekładów rosyjskiego i francuskiego. Zwłaszcza ten ostatni nie przeszedł bez echa i spotkał się z przychylną opinią znanych we Francji autorytetów w dziedzinie myśli politycznej. Profesor paryskiej Szkoły Nauk Politycznych wybitny pisarz polityczny Leroy-Beaulieu  wyrażając uznanie dla Dmowskiego stwierdził, że nie ma w nim „śladu dawnego romantyzmu, który przez kilka pokoleń dyskredytował w oczach polityków najbardziej usprawiedliwione żądania polskie kierowane do Rosji”. Podzielił tez argumentację Dmowskiego zmierzającą do wykazania, że Polacy jako siła hamująca rozwój ekspansji niemieckiej na wschód, wracają na arenę polityki europejskiej, a więc, że sprawa polska przestaje być sprawą tylko wewnętrzną państw zaborczych.
Orientacja na zachód
W czasie wojny, po podróży do stolicy państwa carów, już jesienią 1915 R. Dmowski zweryfikował swoje poglądy, co do roli, jaka może odegrać Rosja w rozwiązaniu sprawy polskiej. Postanawia zatem jechać na zachód i tutaj szukać poparcia wśród aliantów. Przez kolejne trzy lata będzie robił wszystko, by przekonać W. Brytanię i Francję o tym, że Polacy są  ich sojusznikami w walce z Niemcami, a uznanie prawa Polski do niepodległości powinno stać się częścią programu politycznego Ententy. Najpierw z Lozanny, później z  Paryża, gdzie powołał  Komitet Narodowy Polski będzie próbował przekonać najpierw Rosję o tym , że powinna we własnym interesie zrewidować politykę wobec Polaków i uznać ich prawo do niepodległości, widząc w niej sojusznika w walce przeciw niemieckiej ekspansji na wschód/1916/. Następnie w XI 1916, po wydaniu przez cesarzy niemieckiego i austriackiego Aktu 5 listopada- obliczonego na wykorzystanie „polskiego mięsa armatniego’- Dmowski demaskował prawdziwe cele polityki tych państw wobec Polaków. I wreszcie, gdy w 1917 r. okazało się , że Rosja na skutek wewnętrznego kryzysu politycznego pogrąża się w chaosie/rewolucja/, skierował do brytyjskiego sekretarza stanu Balfoura memoriał, w którym uświadamiał politykom zachodnim, iż powstanie niepodległego państwa polskiego- odpowiednio dużego i silnego, a nie niemieckiego satelity złożonego tylko z części ziem – staje się warunkiem utrzymania równowagi europejskiej, która była fundamentem polityki angielskiej od XVIII w. Dmowski połączył ten postulat z całościową koncepcją nowego ładu europejskiego, przedstawioną w rozesłanej do polityków zachodnich w VII 1917 r. pracy pt. „Zagadnienia środkowo i wschodnioeuropejskie”. Przebudowa Europy miała polegać według niego na zredukowaniu Niemiec do granic etnograficznych oraz rozpadzie Austro-Węgier i powstaniu w Europie środkowej i południowej państw narodowych, zdolnych do powstrzymania ekspansji niemieckiej na wschód i pokrzyżowania w ten sposób planów Berlina, zmierzających do nieporządkowania sobie tej części kontynentu w ramach tzw. Miteleuropy. Wysiłek Dmowskiego, neutralizujący skutki współpracy politycznej i wojskowej J. Piłsudskiego z Niemcami i Austro-Węgrami przyniósł owoce. Powstały w Paryżu w VIII 1917 KNP/ z udziałem znanego polskiego kompozytora i pianisty I. Paderewskiego/, którego prezesem został sam Dmowski, został bardzo szybko uznany przez główne  państwa Ententy za oficjalny rząd nieistniejącej jeszcze Polski. Co więcej, wkrótce dzięki komitetowi podpisano umowę francusko-polską o powstaniu polskiej armii we Francji, która została uznana przez państwa zachodnie za „sojuszniczą i współwalczącą”. Znana jest dziś pod nazwa armii błękitnej albo armia gen. Hallera. Armia ta, złożona głównie z polskich emigrantów i Polonii amerykańskiej brała udział w walkach w Szampanii, a pod koniec wojny liczyła 70 tys. żołnierzy. Dla komitetu było oczywiste, że będzie ona bardzo istotnym czynnikiem politycznym przesadzającym najpierw o naszym miejscu wśród państw Ententy, a w przyszłości otwierającym nam drogę do udziału w konferencji pokojowej w gronie zwycięzców, a nie pokonanych czy ich sojuszników. Najbardziej  oczekiwanym efektem tych działań  było uznanie przez państwa alianckie, na kilka miesięcy przed zakończeniem wojny, że: „Utworzenie Polski zjednoczonej, niepodległej z dostępem do morza stanowi jeden z warunków trwałego i sprawiedliwego pokoju oraz przywrócenia poszanowania prawa w Europie”. .Ponieważ w 1917 r. do wojny przystąpiły USA a ich rola militarna i polityczna w 1918 r. rosła Dmowski, udał się do Ameryki, by pozyskać poparcie prezydenta Wilsona dla polskich aspiracji terytorialnych /głównie chodziło o jak najszerszy  dostęp do morza/ oraz, by uświadomić elitom amerykańskim ekspansywne cele polityki niemieckiej w Europie środkowej i wschodniej. Prezes KNP nie jechał w tym czasie do Warszawy, by walczyć o władzę, ale do końca konsekwentnie budował poparcie czołowych przedstawicieli ententy dla polskich postulatów terytorialnych.   Droga do uznania niepodległości została otwarta, a Polakom przyznano prawo do udziału w konferencji pokojowej w gronie zwycięzców. Nie dziwi fakt, że jednym z dwóch polskich delegatów, którzy zasiedli w Wersalu w I 1919 r. był główny architekt polityki współpracy z państwami Ententy R. Dmowski. Tymczasem tworzący w Warszawie władze niepodległej Polski J. Piłsudski musiał zabiegać o ich uznanie przez państwa zwycięskiej koalicji . Stało się to możliwe dopiero po zawarciu politycznego kompromisu między tymi politykami w I 1919 r., kiedy na czele rządu jedności narodowej stanął członek komitetu I. Paderewski.
W świetle powyższego trudno zgodzić się z tezą, że jedynym twórcą Polski niepodległej był J. Piłsudski, a jedyną słuszną koncepcją polityczną  była gra z Niemcami i Austro-Węgrami, którą prowadził przez trzy lata ze skutkami, które niezależnie od subiektywnych intencji, obiektywnie nie zawsze kończyły się sukcesem i nie zawsze dobrze służyły sprawie polskiej. To zwycięstwo, które przyszło jesienią 1918 r. było dziełem wielu, o których nie można zapominać, zwłaszcza zaś o tych, którzy tak jak R. Dmowski zasłużyli się  tak znacząco, a dziś są  wypychani ze zbiorowej pamięci, gdyż nie pasują z powodów ideologicznych czy mentalnych  kreatorom jedynie słusznej wizji polskich dziejów.

środa, 16 maja 2012

Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy

...czyli o Polakach pod zaborami
Stereotypowe spojrzenie na okres zaborów sprowadza się do kilku haseł układających się w następujący ciąg:najpierw spiski i kolejne klęski powstańcze, a potem martyrologia, a więc kibitki, zsyłki, Sybir, konfiskaty ziemi, więzienia i emigracja. I tak w kółko, z samobójczą wręcz konsekwencją. W tej z gruntu fałszywej perspektywie wydaje się, że jedynym problemem Polaków był wówczas dylemat: bić się czy nie bić? Taki karykaturalny obraz kształtuje w potocznym myśleniu syndrom chronicznej i totalnej klęski, która stała się jakby naszą narodową specjalnością. Oczywiście brakuje wystarczającej wiedzy, by zobaczyć, że w kategoriach długiego trwania bilans powstań nie jest wcale jednoznacznie negatywny, że sprawa polska w Europie XIX w. była zupełnie specyficzna. Bo inne nacje walczące o niepodległość miały jednego przeciwnika i mogły liczyć z reguły na na wsparcie jakiejś siły zewnętrznej /np. Grecy/ my natomiast choć walczyliśmy militarnie z jednym zaborcą, musieliśmy zawsze liczyć się z wrogością pozostałych dwóch, którzy gotowi byli go wspierać w różny sposób w walce z polską irredentą. Poza tym za każdym razem, gdyby jakieś państwo zdecydowało się na interwencje w naszej sprawie, musiałoby liczyć się z naruszeniem interesów trzech mocarstw jednocześnie, które stanowiły fundament tzw. Świętego Przymierza - sojuszu monarchów służącego zwalczaniu wszelkich ruchów rewolucyjnych i narodowych. Czy w takiej sytuacji łatwo było o polityczny sukces powstań? I może nie to jest w tym obrazie najistotniejsze, a raczej brak świadomości tego, że rzeczywistość pod zaborami była o wiele bardziej złożona a i drogi Polaków do niepodległości były też różne i co ważniejsze nie tylko klęski były naszym udziałem.

Uwarunkowania wojny
Przed laty powstał serial telewizyjny p.t.” Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy” opowiadający przez pryzmat wielopokoleniowej historii kilku rodzin zmagania Polaków w zaborze pruskim z niemiecką machiną państwową przez całe stulecie niewoli. Zrobiony z niezwykłą rzetelnością obraz, pokazuje zjawisko, które można określić śmiało fenomenem w naszych dziejach rozbiorowych, a nawet w ówczesnej Europie. Oto Polacy w Wielkopolsce - kolebce polskiej państwowości, obywatele najpierw państwa pruskiego a potem Cesarstwa Niemieckiego, skazani na powolne wynarodowienie przez polakożerców tak wybitnych jak: E. Flottwell, Otto von Bismarck czy B. von Bulow stają wobec pytania, jak przetrwać?. A więc jak zachować świadomość narodową, jak obronić przed germanizacją tych, którzy nie zdążyli jeszcze stać się Polakami - lud polski, jak zachować wiarę ojców w państwie wrogo nastawionym do katolicyzmu, w jaki sposób skutecznie konkurować na polu gospodarczym z Niemcami, by nie trącić polskiej własności, jak oprzeć się potężnym środkom prawnym, administracyjnym i materialnym, którymi dysponuje władza w walce z polskością? Specyficzne warunki tej wojny określał fakt, iż państwa te były oparte na prawie, które wprawdzie nie chroniło nas przed antypolskim ustawodawstwem, ale dawało jakieś możliwości obrony i samoorganizacji w ramach istniejącego porządku prawnego. Polacy z Poznańskiego wykorzystali te możliwości, tworząc międzypokoleniowy front narodowej obrony, który przyjął wyzwanie rzucone mu przez potężnego wroga.

Pole pierwsze - język
Jednym z najważniejszych odcinków tego frontu była obrona polskiego języka - fundamentu świadomości i głównego szańca obrony przed germanizacją. Stąd brała się szeroka fala inicjatyw oświatowych w postaci bibliotek /Towarzystwo Oświaty Ludowej/, czytelni, tworzenia polskiego szkolnictwa, polskiej prasy, organizowania funduszów stypendialnych dla zdolnej, a ubogiej młodzieży /Towarzystwo Naukowej Pomocy/, a gdy trzeba było zdecydowanej walki w obronie prawa do własnego języka. Tak było we Wrześni w 1901 r., gdzie protestowano przeciw nauce religii po niemiecku. W obronie bitych dzieci i prześladowanych rodziców, którym wytyczono proces i surowo ukarano /np. kary więzienia/ stanęła nie tylko okoliczna ludność wiejska, ale także miejscowe duchowieństwo i prasa polska w trzech zaborach. Ukaranym rodzicom zorganizował pomoc specjalny komitet społeczny. Głośnym echem nie tylko na ziemiach polskich, ale i w Europie odbił się list otwarty napisany przez H. Sienkiewicza, w którym pisząc o barbarzyństwie polityki niemieckiej, która dopuściła się nawet uwięzienia matki siedmiorga dzieci, apelował o pomoc ”W społeczeństwie Hakaty... to możliwe. Niech się więc poruszą serca wszystkich naszych matek! Dajmy chleba dzieciom, przynieśmy tę pociechę prześladowanym rodzicom, że ich nieszczęsne dzieci nie będą zmuszone zebrać! Prawo Boże, prawo chrześcijańskie nakazuje nam litość nad dziećmi wszystkimi, a cóż dopiero, gdy chodzi o takie dzieci. Dołączam do niniejszego listu dwieście koron na chleb dla ofiar”. Odpowiedzią na represje było nasilenie działań oświatowych o charakterze tajnym, za które płacono więzieniem. Ale i tu solidarny front Polaków sprawił, ze wychodzący z aresztu witani byli kwiatami i manifestacyjnie odprowadzano ich do domu. W 1906 opór się nasilił i przybrał formę masowego bojkotu szkoły czyli strajku szkolnego, który objął kilkadziesiąt tysięcy dzieci, a został złamany dopiero w 1907 r. przez liczne kary pieniężne nakładane na rodziców. Wspomagając strajk B. Prus pisał:” ...dzieci poznańskie walczą nie tylko o język polski... one walczą o kilka zasad wszechludzkich... w obronie od kilkudziesięciu lat gwałconej w Poznańskiem duszy polskiej”. Antypolska polityka władz w dziedzinie oświaty spotykała się także z oporem w formie wieców protestacyjnych, które kończyły się rezolucjami potępiającymi łamanie podstawowych praw, powszechnie przyjętych w cywilizowanych społeczeństwach oraz organizowaniem prywatnej nauki języka polskiego.

Pole drugie - pamięć i kultura
Inną formą walki o przetrwanie było kształtowanie świadomości historycznej, polegające na edukacji oraz przywracaniu pamięci o ważnych postaciach i wydarzeniach z historii Polski. Służyły temu np. wydawanie źródeł do dziejów Polski i muzeów starodruków /T. Działyński w Kórniku/ ustawianie pomników w kościołach czy na placach m.in. Mieszka I, B. Chrobrego, J. Kochanowskiego, obchody ważnych rocznic np. wybuchu powstań narodowych, czy 500-lecia bitwy grunwaldzkiej, 100 urodzin Chopina, Krasińskiego, Kraszewskiego, nabożeństwa żałobne po zgonach znanych Polaków np. księcia A. J. Czartoryskiego, J. Lelewela, A. Mickiewicza. To właśnie w Poznaniu w 1859 r. dokonano uroczystego odsłonięcia pomnika naszego wieszcza na placyku obok kościoła św. Marcina. Był to pierwszy na ziemiach polskich pomnik poety, symbol łączności kulturalnej całej Polski i miejsce, gdzie później będą Poznaniacy wielokrotnie demonstracyjnie składać kwiaty. Pomnik ten, podobnie jak i inne, powstał ze składek.

W sferze szeroko rozumianej kultury jako ważnego pola oporu mieściły się też stowarzyszenia śpiewacze krzewiące ideę tworzenia polskich chórów, które nie ograniczały się tylko do śpiewów, podejmując również inne formy działalności kulturalno-oświatowej np. odczyty bądź pogadanki o historii i literaturze ojczystej oraz krajoznawstwie, zakup nut i tekstów pieśni polskich, wydawanie śpiewników, organizowanie koncertów, obchodów jubileuszowych, wycieczek, przedstawień amatorskich, udział w obchodach rocznic historycznych. Nie obeszło się bez drobnych szykan np. zarzuty o działalność antypaństwową /z reguły naciągane przez sądy, które wykorzystywały najmniejsze niedociągnięcia formalno-prawne/, ale nie można było zakażać im działalności, mimo iż sąd pruski orzekł, że: ”... zachowanie się stowarzyszenia wskazuje, że dąży ono do podkreślenia w każdy możliwy sposób przeciwieństwa wobec niemczyzny...”. Inną formą działań na polu kultury był ruch „Sokołów”, towarzystwa gimnastycznego, które oprócz popularyzowania idei sprawności fizycznej młodzieży prowadziły prelekcje na tematy rocznic narodowo-historycznych, organizowało pochody, jubileusze, udział w pogrzebach weteranów powstań, deklamacje wierszy patriotycznych i inne. Policja czujnie śledziła działalność „Sokoła”. W jej raportach pisano, że „gimnastyka nie jest dla nich głównym celem, lecz agitacja narodowa i polityczna, prowadzona tak gorliwie, że obawiać się należy wykroczeń i tym trzeba przeciwdziałać”. Toteż stały nadzór i represje nie omijały „Sokoła”.

Pole trzecie - gospodarka
Kolejnym ważnym frontem walki była obrona polskiego stanu posiadania w sferze gospodarczej oraz sprostanie konkurencji niemieckiej wspomaganej olbrzymimi środkami administracyjnymi i finansowymi przez państwo. Na łamach jednego z polskich pism wychodzących w Poznaniu w 1865 r. pisano: „Czy chcemy czy nie chcemy, musimy iść w zapasy w obronie naszego mienia, a zwyciężyć możemy tylko równą bronią przeciwnika, pracą racjonalną”. Wspieraniu polskiego przemysłu i handlu miał służyć Bazar w Poznaniu /spółka, która wybudowała hotel z restauracją oraz salą zebrań/, który stał się od roku 1838 centrum wszelkich inicjatyw gospodarczych i kulturalnych. Podobną funkcje pełniło Kasyno w Gostyniu założone w 1835 r oraz założone na początku lat 60-tych Centralne Towarzystwo Gospodarcze z H. Cegielskim, które m.in. objęło patronat nad włościańskimi kółkami rolniczymi, krzewiącymi wśród chłopów polskich „umiejętności racjonalnego gospodarstwa pomiędzy włościanami, przykładem, nauką i pomocą inteligentniejszych i zamożniejszych”. Kierownictwo kółek mówiło o obowiązku trzymania się ziemi ojczystej, piętnując jako zdradę narodową sprzedaż ziemi Niemcom, a jako czyn patriotyczny nabywanie ziemi od „obcego”. W tym kontekście lepiej można zrozumieć legendarną wręcz historie wozu M. Drzymały, chłopa, który nabył poza wsią kawałek ziemi od Niemca. Nie mogąc uzyskać zgody na budowę domu /ustawa budowlana z 1904 r. zabraniającą budowy domów poza wsią bez zezwolenia władz/ zamieszkał w wozie cyrkowym, obchodząc w ten sposób prawo. Nękanie władz polegało na tym, że miejscowy urzędnik wyszukiwał coraz to nowe preteksty formalne, by karać Drzymałę grzywnami i aresztem aż zmusi go wreszcie do kapitulacji. Powoływano się wiec na przepisy przeciwpożarowe, by skonfiskować mu piecyk. Wtedy piecyk przynieśli mu inni sąsiedzi a szpicle niemieccy obserwowali dom, by sprawdzić czy nie unosi się zeń dym. Na kolejne grzywny Drzymała otrzymywał pieniądze od Polaków, którzy utworzyli specjalny komitet, sponsorujący mu zakup nowego bardziej luksusowego wozu. Prusacy znaleźli jednak kolejnego haka. Tym razem dopatrzono się, że wóz nie spełnia norm mieszkaniowych, o 24 cm jest za niski. Chłop przegrał w sądzie, mimo apelacji i zmuszony był do zamieszkania w ziemiance, aż w końcu musiał skapitulować. Sprzedał ziemie i kupił gdzie indziej. Walka o ziemię toczyła się też innymi metodami. Zakładano banki polskie, które wspierały polską własność udzielając kredytów oraz biorąc udział w przejmowaniu sprzedawanych majątków i parcelowaniu ziemi wśród Polaków. Powstawały też organizacje spółdzielcze o charakterze oszczędnościowo-kredytowym, udzielające Polakom pomocy finansowej. Patronem Związku Spółek Zarobkowych był ks. P. Wawrzyniak nazywany „włodarzem” Wielkopolski, który pisał: ”Od lat toczy się u nas walka, w której stało się potrzebą, iż jako księża musimy naśladować owych mężów izraelskich, którzy oblężoną Jerozolimę fortyfikowali, dzierżąc w jednej ręce miecz, w drugiej kielnie do wznoszenia muru. Tym mieczem jest dla nas praca koło społeczeństwa w jednej ręce, podczas gdy drugą trzymamy się ołtarza i krzyża”. W oddziałach terenowych związku działało ok. 150 duchownych. Duchowieństwo angażowało się też w działalność katolickich towarzystw robotniczych, które w ramach działalności samopomocowej organizowały kasy pogrzebowe oraz biura pośrednictwa pracy, czy biura porad prawnych.

Pole czwarte - kościół i religia
Zaangażowanie duchowieństwa wielkopolskiego w działalność społeczną i patriotyczną przyśpieszyło atak Bismarcka na kościół instytucjonalny w całych Niemczech, a szczególnie na ziemiach polskich, gdzie nie bez przyczyny kojarzony był z polskością. W okresie tzw. Kulturkamfu /lata 70-te XIX/ atak na kościół Polacy odbierali jako tożsamy z atakiem na wiarę ojców, stąd hasło „obrony wiary i narodowości”, które utorowało drogę do pojęcia Polak-katolik. Wokół niego organizowano opór prostego ludu, który w ten sposób odnalazł drogę do polskości. Symboliczne znaczenie miało w tym kontekście aresztowanie przez władze pruskie arcybiskupa gnieźnieńskiego H. Ledóchowskiego, który jako prymas personifikował tradycję dawnej Rzeczpospolitej przywodząc tytuł interrexa czyli głowy państwa w czasie bezkrólewia .

Pole piąte - parlament
Bardzo istotnym instrumentem polskiego frontu obrony byli polscy posłowie w parlamencie pruskim i ogólnoniemieckim tworzący Koła Polskie. Inicjowali oni powstawanie polskich organizacji np. w 1848 Ligi Polskiej, która stawiała sobie za cel „dźwiganie narodowości i w ogóle sprawy polskiej” legalnymi środkami, organizowali protesty przeciw polityce rządu, przemawiając w miejscach publicznych wpływali na kształtowanie opinii i mobilizowali do oporu, przypominając o przestrzeganiu zasady: ”swój do swego”.

Imponujący finał
Bilans „najdłuższej wojny nowoczesnej Europy” był dla Polaków w Wielkopolsce zwycięski. Mimo olbrzymich środków i determinacji władz pruskich w walce z polskością przetrwaliśmy. Potwierdzili to sami Prusacy, widząc przyczynę niepowodzeń we: ”wzmocnieniu świadomości narodowej po polskiej stronie...”. Znani Polonofobii pruscy musieli na początku XX w., a więc po stu latach tej konfrontacji, przyznać, że: „mamy obecnie przed sobą inny naród polski niż dawniej... Tej zwartej i świadomej celu narodowości mają Niemcy przeciwstawić teraz walkę na śmierć i życie...”. Przedstawiciele elity niemieckiej, członkowie antypolskiej Hakaty mówili z uznaniem przed I wojną światową o polskiej organizacji w walce z niemczyzną : „Polska organizacja stanowi powszechnohistoryczny przykład, jak świadoma mniejszość narodowa może się oprzeć potężnemu państwu...”. Istotnie Polacy w Poznańskiem, zwyciężyli dzięki narodowej więzi, solidarnej współpracy, odwadze, konsekwencji, roztropności, pomysłowości, inteligencji, sprytowi, wierze oraz imponującej wręcz zdolności do samoorganizacji, która stanowi dzisiaj przykład dojrzałości społeczeństwa obywatelskiego. Okazuje się, że nie tylko potrafiliśmy konspirować, walczyć z bronią w ręku; potrafiliśmy też osiągać cele mrówczą i systematyczną pracą w warunkach wrogiego, ale nowoczesnego państwa prawa. Historyk angielski N. Davies będąc kilka lat temu w Poznaniu powiedział: „powinniście Bismarkowi postawić pomnik, za to, że nauczył Polaków dawać sobie radę w trudnych czasach”. Epilogiem tej najdłuższej z wojen było powstanie wielkopolskie z XII 1918 roku, które zdecydowało o powrocie Poznańskiego do niepodległej Polski.

Bogdan Kędziora

środa, 22 lutego 2012

Polska szlachecka

W oparach mitów....czyli o Polsce szlacheckiej
W potocznej świadomości obraz Polski szlacheckiej należy do najbardziej zmitologizowanych okresów w naszych dziejach. Tu najgłębiej zakorzeniły się „rezerwaty” myślenia historycznego rodem z epoki stalinowskiej, która wykreowała obraz bezbrzeżnej ciemnoty , niewyobrażalnego egoizmu , skrajnej głupoty i zacofania polskiej szlachty zapatrzonej ślepo w złotą wolność, prowadzącą wprost do rozbiorów. Epizodycznie myśli się o konstytucji majowej, ale i tak pozostaje ona cieniu klęski. Sądzę , że i dziś wielu absolwentów kończących szkoły w wolnej Polsce ma podobne skojarzenia.
Na początku ważne uściślnienie. Warto pamiętać, że mówimy o prawie trzech wiekach, nie rozumiejąc często dynamiki zmian i ich rozciągłości w czasie. Inna przecież musiała być Polska w XVI w. niż w XVIII. To oczywiste, ale o tym się rzadko pamięta, tworząc uogólnienia niewiele mające z prawdą.


Na politycznej mapie Europy
Rzeczpospolita kojarzy się zwykle w aspekcie politycznym, przede wszystkim z wojnami, które zwykle przegrywaliśmy, mimo kilku znanych wiktorii militarnych, takich jak choćby Chocim, Wiedeń czy Kłuszyn. Ostatecznie skończyło się upokarzającym podporządkowaniem Rosji, a następnie rozbiorami. Jednym słowem klęska i kompromitacja na całą Europę. Tymczasem Rzeczpospolita była, przynajmniej do poł. XVII w. jednym z najbardziej liczących się podmiotów na mapie politycznej kontynentu. Po Unii Lubelskiej, gdy powstało jedno państwo stała się największym państwem w Europie środkowo-wschodniej, by w I poł. XVII w. osiągnąć największy w swoich dziejach zasięg terytorialny 990 tyś. km 2.  W tym okresie tylko Rosja pod koniec wieku będzie od Rzeczpospolitej większa na kontynencie. Przyzwyczajeni do myślenia o Polsce wciśniętej w granice czysto etniczne, między Odrą a Bugiem, aż trudno nam uwierzyć, iż Rzeczpospolita obejmowała swoimi  granicami obszary dzisiejszej Litwy, Ukrainy, Białorusi, Łotwy i zachodniej Rosji, sięgając od Morza Bałtyckiego do Morza Czarnego. Warto na marginesie wiedzieć, że w granicach etnicznych Polska była na mapie Europy tylko za Pierwszych Piastów X-XII w. Gdy zważymy, że właśnie wtedy w I poł. XVII w.  prowadziła jednocześnie wojny z trzema sąsiadami, i że właśnie wtedy podjęła próbę opanowania tronu carów rosyjskich, która o mały włos nie połączyłaby unią Rzeczpospolitą z Rosją,  to  okaże się, że to szlacheckie państwo miało w sobie odpowiedni potencjał  i musiało liczyć się w układzie sił. Zaznaczyć przy tym trzeba, że zagazowane było, jeżeli nie  w sposób bezpośredni to  pośredni w największe konflikty europejskie /np. wojnę trzydziestoletnią/, a w Europie środkowowschodniej aspirowało realnie do roli mocarstwa, biorąc aktywny udział w walce o Dominium Baltici /walka o pozycje nad Bałtykiem/, o Dominium Rusiae /o hegemonie na ziemiach ruskich/ oraz w walce o powstrzymanie ekspansji tureckiej. To fakt,  że dwa pierwsze zakończyły się niepowodzeniem, ale trzeba tez pamiętać, że kraj toczył wojny albo był teatrem wojennym z niewielkimi przerwami przez prawie 120 lat!, od r.1600 czyli od początku wojen ze Szwecja aż do 1719 r. , kiedy to w okresie III wojny północnej wojska rosyjskie opuściły polskie terytorium. Które ze współczesnych państw dźwignęłoby taki wysiłek bez szwanku? Z tego tez powodu, choć były i inne, nastąpiło załamanie pozycji międzynarodowej Rzeczpospolitej W II poł. XVII i w XVIII w. Nasz wkład w pokonanie Turków pod Wiedniem i Parkanami przyczynił się walnie do powstania antytureckiej Ligi Św., która ostatecznie powstrzymała pochód Turków w Europie.  Nawet w okresie słabnięcia naszej pozycji, tron polski był pożądanym atutem w walce politycznej największych potęg europejskich i przyczyną konfliktów międzynarodowych /np. wojna sukcesyjna polska/. W okresie stanisławowskim natomiast, gdy podjęto wysiłek reformy państwa, sąsiedzi poczuli się poważnie zagrożeni, widząc w konstytucji 3 maja „śmiertelny cios” dla ich interesów. Z kolei warto uświadomić sobie, że rosyjski protektorat nad Polską carowie budowali z górą  pół wieku, przy użyciu nierzadko brutalnych środków, natomiast świadectwem braku zgody na ograniczenie suwerenności Polski przez Rosję były kolejne próby jego zrzucenia :konfederacja barska, dzieło sejmu wielkiego, wojna w obronie konstytucji i insurekcja kościuszkowska. Stronnictwo zdrady narodowej, czyli targowiczanie, gdy zawiązywali swoją konfederację w Petersburgu mogli złożyć tylko kilkanaście podpisów pod aktem, którego tekst ułożył rosyjski gen. Popow, a później wielu z nich zostało powieszonych. Pamiętać też trzeba, że rozbiory Polski nastąpiły w momencie rozpoczętej reformy państwa. To prawda, że spóźnionej, ale była ona świadomie podjętą próbą ratowania państwa, tak jak wojna w obronie konstytucji i insurekcja były militarną próbą odbudowy jego suwerenności.

Polski model ustrojowy
oparty na powstałym jeszcze w XIV w. pojęciu państwa jako rzeczpospolitej, czyli wspólnym dobru, a nie własności monarchy, oraz szlacheckim parlamentaryzmie funkcjonował przez prawie półtora wieku/ do poł. XVII w. / zupełnie sprawnie, a Rzeczpospolita uchodziła w tym okresie za państwo liczące się w ówczesnej Europie. Co więcej, system polityczno- ustrojowy stworzony w XVI w. nad Wisłą stanowił zjawisko wyjątkowe. Gdy w większości krajów europejskich monarchia stanowa ewoluowała w kierunku umocnienia władzy monarszej kosztem reprezentacji stanowych, co w dalszej konsekwencji prowadziło do powstania monarchii absolutnych, u nas powstała monarchia ograniczona. Podczas gdy w wielu krajach to wola monarchy, nie uznającego żadnych ograniczeń prawnych była źródłem decyzji/ państwo prerogatywne/, w Rzeczpospolitej fundamentem ładu wewnętrznego była zasada suwerenności prawa, polegająca na tym, że prawo stanowione przez szlachecki sejm walny/konstytucje sejmowe/ oraz artykuły henrykowskie z 1573 r. zbierające podstawowe zasady ustrojowe państwa, stanowiły źródło norm, które obowiązywały zarówno „naród szlachecki”, jak i króla. Warto uświadomić sobie, że artykuły henrykowskie zaprzysięgane przez monarchów na sejmie koronacyjnym/co było warunkiem koronacji/odpowiadają swoim charakterem i rangą prawną dzisiejszym ustawom zasadniczym, zbliżając ustrój ówczesnej Rzeczpospolitej do monarchii konstytucyjnej. A działo się to sto lat przed powstaniem podobnego dokumentu w Anglii /Bill of rights z 1689 r./ oraz dwieście lat przed konstytucją amerykańską i francuską. Dodać należy i to ,że u nas proces zmian dokonywał się w drodze pokojowej, natomiast w przywołanych wyżej przypadkach w wyniku krwawych rewolucji, a nawet królobójstwa/w Anglii Karol I, we Francji Ludwik XVI ,natomiast w USA w wyniku zbrojnego konfliktu byłych kolonii z metropolią/ . Podobnie rzecz się miała z pierwszą na kontynencie konstytucją 3 maja, którą uchwalono w „drodze pokojowej rewolucji”, jak nazywali dzieło Sejmu Wielkiego obserwatorzy angielscy. Tak oto szlachecka Rzeczpospolita w XVI w. torowała Europie drogę do idei państwa prawa i konstytucjonalizmu, które stanowią fundamenty współczesnego państwa demokratycznego. Co więcej, w świadomości polskiej szlachty poczucie podmiotowości związane z posiadaniem gwarantowanych praw obywatelskich była głęboko zakorzenione . Gdy żona późniejszego króla Jana III Sobieskiego namawiała go do wyjazdu do jej ojczyzny Francji, rządzonej żelazna ręką Ludwika XVI w., mąż jej odpowiedział ,że nie może tego zrobić, gdyż nie chce mieszkać w kraju, gdzie :”za najmniejszą nieostrożność, zgnoić największego w Bastylii wolno człowieka”. Ta odpowiedź stanowi doskonałą ilustrację tego, jak dojrzała była wśród polskiej szlachty idea społeczeństwa obywatelskiego, świadomego swych praw, gwarantowanych przez państwo .A katalog tych praw był imponujący i obejmował m.in.: wybór króla/wolna elekcja/,piastowanie mandatu posła, sprawowanie urzędów ,możliwość aktywności w ramach samorządu /sejmiki, organizowanie konfederacji /, odpowiedzialność za państwo w okresie bezkrólewia/konfederacje kapturowe/, prawo wypowiedzenia posłuszeństwa królowi/gdyby łamał prawo/ , sądowego rozstrzygania sporów i apelacji, swobodnego wyboru religii i wolności praktyk religijnych. Poza tym warto uświadomić sobie, że jako federacja/ od 1569 r. unii lubelskiej/Rzeczpospolita Obojga Narodów stała się modelowym przykładem państwa, które potrafi problemy wewnętrznego zróżnicowania rozwiązać na drodze kompromisu i dialogu. Nie dziwi więc fakt, że z polskich rozwiązań korzystali Anglicy i Szkoci, tworząc Zjednoczone Królestwo w 1707 r. Związek polsko-litewski nie musiał opierać swej trwałości na sile i dominacji jednej ze stron, bo jego fundamentem była podmiotowość obu partnerów. Tymczasem Duńczycy np. w ramach unii kalmarskiej dopuszczali się przemocy, gdy natrafiali na sprzeciw Szwedów, dokonując krwawych pacyfikacji/ np. krwawa łaźnia sztokholmska/. Dodać należy ,że federacje w epoce, w której dominowały państwa scentralizowane, należały do wyjątków. Dziś natomiast federacja należy do kanonów ładu demokratycznego, jako model najpełniej realizujący podmiotowe prawa współczesnych społeczeństw pluralistycznych .Podobną drogą zdaje się kroczyć dziś jednocząca się Europa.
Przyciągający fenomen
Złożona struktura państwa odpowiadała jego wieloetnicznemu i wielowyznaniowemu charakterowi ,co jeszcze bardziej podkreślało jego specyfikę. Mozaika grup etnicznych i religijnych zamieszkujących ziemie Rzeczpospolitej znana była a w Europie jako „państwo bez stosów” albo „azyl dla heretyków”, pełniąc rolę , jaką później będą odgrywać Stany Zjednoczone .Źródeł tolerancji należy dopatrywać się w tradycji zgodnego współżycia wyznań w Polsce już pod koniec średniowiecza, kiedy na jej obszarze pojawili się prawosławni i muzułmanie, którzy żyli obok katolików i wyznawców judaizmu. Nie bez znaczenia była także powstała w tym okresie polska doktryna stosunku do pogan i innowierców potępiająca szerzenie wiary za pomocą przemocy/P. Włodkowic/, upowszechniona na soborze w Konstancji. Oprócz odstraszającego przykładu krajów, które doświadczyły skutków krwawych wojen religijnych/Francja, Niemcy, Niderlandy, Szwajcaria/,czynnikiem który torował drogę tolerancji był także przykład władców, którzy choć byli katolikami rozumieli, iż ich władza nie sięga ludzkich sumień. Zymnut August zwykł mawiać , że :”Nie jest królem waszych sumień”. Podobnie myślał Stefan Batory. Standardy te nie należały do dominujących wśród monarchów ówczesnej Europy, którzy byli często aktywni w planowaniu krwawych wojen i rzezi/np. król Francji Karol IX, który brał udział w przygotowaniu tzw. Nocy św. Bartłomieja w Paryżu czyli rzezi hugenotów francuskich/. Zasada tolerancji religijnej zawarta w Akcie konfederacji warszawskiej w 1573 r. stała się jednym z fundamentalnych praw, zamieszczonych w artykułach henrykowskich. Zważywszy na charakter tego dokumentu/zbliżony do ustawy zasadniczej/uzyskała ona najwyższą gwarancją prawną dla jej przestrzegania, co uniemożliwiało jej odwołanie w trybie arbitralnej decyzji monarchy, jak stało się to we Francji za Ludwika XIV./odwołanie edyktu nantejskiego/. Nie była, jak to bywało często w innych krajach, wynikiem krwawych wojen ani dobrej woli monarchy, ale zbiorowym dziełem szlachty, która widziała w niej dopełnienie swoich swobód. Warto tez dodać, że tolerancja religijna dotyczyła u nas wszystkich wyznań a w innych krajach np. w Niemczech czy Francji dwóch. Charakterystyczne, że trybunał inkwizycji działający w Polsce nie rozwinął nigdy żywszej działalności a w r. 1572 uległ likwidacji. Praktyczny wymiar uzyskiwało pokojowe współżycie wyznań i ich równość w dostępie szlachty różnowierczej do urzędów, swobodnym zakładaniu szkół , zborów, mieszanych małżeństwach, wydawaniu rożnych tekstów Biblii, posyłaniu np. dzieci katolików do szkół prowadzonych przez innowierców i odwrotnie. Takie standardy torowały drogę do uznania wolności sumienia i wyznania za jedno z podstawowych praw człowieka i obywatela i to zanim jeszcze Europa zdoła oprzytomnieć po kolejnych rzeziach związanych z wojną 30-letnią w I poł. XVII w .Nic dziwnego, że podróżujący po Polsce w końcu XVI w. Anglik, przytoczył kursujące podówczas powiedzenie :”jeśli ktoś zgubił swoją religię, może ją odnaleźć w Polsce pod warunkiem, że istnieje ona nadal na świecie”. I mimo, iż w XVII i XVIII w reakcji na , posługiwanie się przez naszych sąsiadów mniejszościami wyznaniowymi jako narzędziem politycznym, postawy dotąd otwarte wobec różnowierców zaczęły się zmieniać, nadal w Europie mieliśmy opinie kraju tolerancyjnego , czego dowodem była opinia wyrażana na temat Rzeczpospolitej w ‘Wielkiej Encyklopedii”, uznawanej, za szczytowe osiągnięcie intelektualne epoki oświecenia. Pamiętać trzeba, że zasadę tolerancji religijnej podtrzymała konstytucja 3 maja, choć zabroniła z powodów, o których była wyżej mowa porzucania katolicyzmu. Warto też wiedzieć, że podobnie pochlebną opinię o Polsce wyrażali francuscy koryfeusze oświecenia, w kontekście swobód, jakimi cieszyli się na ziemiach polskich w tym okresie Żydzi. Otóż w „Wielkiej Encyklopedii „nazywano nasz kraj „paradisus Judeorum”/rajem dla Żydów/. Nic dziwnego skoro mieli oni prawo do swobodnego wyznawania własnej religii, organizowania struktur religijnych/gminy – kahały/, zakładania własnych szkół talmudycznych/np. Akademia Talmudyczna tzw. Jeszywa w Lublinie/, a za rządów Stefana Batorego uzyskali autonomiczny organ- sejm żydowski/tzw. Waad-Sejm Czterech Ziem/, uprawniony do rozstrzygania spraw Żydów w skali całego kraju. Samorząd żydowski w Polsce ze swoją trzystopniową strukturą/kahały, ziemstwa i Waad, oraz osobny sejm dla Żydów litewskich/i bardzo szerokimi uprawnieniami był zdaniem wielu znawców przedmiotu „fenomenem w skali europejskiej”. I choć nie obyło się bez napięć, na tle ekonomicznym i religijnym, konstytucja 3 maja nadała Żydom przywilej zastrzeżony dotąd tylko dla szlachty, nietykalność osobistą. Toteż liczba Żydów przybywających do Polski stalle rosła od 20 tyś. w XV/w Koronie i na Litwie/ do 250 tyś. w poł. XVIII, a odsetek ludności żydowskiej rósł od 3% do 10 %. Model życia publicznego stworzony przez szlachtę polską między XVI i XVIII w. wydawał się bardzo atrakcyjny dla wielu innowierców, którzy przybywali z wielu krajów kontynentu oraz dla szlachty ruskiej i litewskiej zamieszkującujacej jej ziemie. W tych warunkach zjawisko polonizacji wśród szlachty litewskiej i ruskiej było naturalnym procesem dobrowolnej akceptacji wzorów, które oceniano jako warte przyjęcia. Trzeba dodać, że dotyczyło to także mieszkańców lenna pruskiego czy kurlandzkiego, a nawet szlachty węgierskiej, mołdawskiej i brandenburskiej. Rzeczpospolita była więc krajem, którego wzory życia naśladowano na rozległym, nie tylko etnicznie polskim obszarze.
Kryzys i instynkt życia
Warto odnieść się tez do stereotypu mówiącego o rzekomo maniakalnej wręcz samobójczej autudestrucji szlachty wobec własnego państwa, która nieuchronnie prowadzić miała do rozbiorów. Problem jest tyle ważny, co złożony. Otóż jest faktem niezaprzeczalnym, że od II poł. XVII w mamy do czynienia z degeneracją poważnej części elity przywódczej w sferze moralności publicznej oraz w sferze mentalnej. Upojona „złota wolnością „szlachta, zwłaszcza magnateria , zaczyna nadużywać przywilejów dla realizacji egoistycznych interesów grupowych, co łączy się z erozja myślenia obywatelskiego .Do tego dochodzi konserwatyzm, oparty na przekonaniu, że trzeba za wszelka cenę bronić podstaw systemu politycznego, który jest najlepszy, bo gwarantuje wolność. W tej optyce wykorzystywanie prawa, zwłaszcza przez magnatów dla własnych interesów stało się dla niektórych tylko nawykiem, a projekty zmian ustrojowych idących w kierunku umocnienia władzy monarszej śmiertelnym zagrożeniem związanym z widmem absolutyzmu, który miał prawo straszyć. Tutaj tkwią źródła głębokiego kryzysu struktur państwa oraz oporu wobec reform. Warto pamiętać też i o tym, że na skutek wojen i ubożenia drobnej szlachty obniżył się w sposób drastyczny poziom wykształcenia przeciętnego szlachcica, co miało poważny wpływ na zawężenie jego horyzontów. Nie można jednak zapominać, że świadomość objawów choroby w sferze moralności publicznej nie znikła całkowicie z przestrzeni debaty publicznej. Już w XVI w., a więc w czasie gdy tworzyły się podstawy demokracji szlacheckiej pojawiały się glosy krytyczne. Pisał o tym A. Frycz Modrzewski, a zwłaszcza ks. Piotr Skarga w „Kazaniach sejmowych’, wyliczając groźne dla przyszłości państwa zjawiska takie jak: egoizm i zanik myślenia w kategoriach odpowiedzialności za państwo, gwałcenie prawa,oslabianie władzy królewskiej, nadużywanie wolności . W epoce saskiej , gdy słabość wewnerzna państwa zaczęła być brutalnie dyskontowana przez inne państwa, zwłaszcza sąsiednie , glosy S. Leszczyńskiego i ks. S.Konarskiego budziły świadomość tragicznego stanu państwa i potrzeby reform. Mały strumyk myśli reformatorskiej nabrał mocy po I rozbiorze i przyniósł w efekcie wielkie dzieło Sejmu 4-letniego, które w oczach zaborców oceniane było jako „śmiertelny cios” dla ich interesów, a przez przychylnych obserwatorów jako „pokojowa i szlachetna reforma”, która jest” najczystszą postacią dobra publicznego”. Porównując je z rewolucją francuską podkreślano, że „nikt nie poniósł straty ani nie został pohańbiony..nie przelano ani kropki krwi”. Warto tez w tym kontekście podkreślić , że jedną z głównych sił społecznych, które były motorem obozu reform byli duchowni /ks. H. Kołłątaj, bp. I.Krasicki, bp, A. Naruszewicz, ks. S. Staszic, ks. S. Jezierski, ks. J. Meyer, ks. Bohomolec, ks. G. Piramowicz/, co świadczy o tym, że wbrew stereotypowi, przeciwstającemu z reguły ciemnemu kościołowi oświecone elity, w Polsce światłe duchowieństwo stanowiło właśnie trzon tejże . Najpiękniejszym owocem naszej rewolucji była pierwsza w Europie ustawa zasadnicza, która pokazała samym Polakom i światu, że naród znalazł w sobie dość sił i woli, by wrócić do życia i oddychać własnymi płucami. Niestety inni nie pozwolili mu tak żyć. Wielkie dzieło reformy stało się testamentem, dzięki któremu naród przetrwał noc zaborów, a idea wolności umiłowana przez polska szlachtę przetrwała głównie właśnie w szlacheckich dworach.
Czy na pewno skansen?
Kolejny mit o Polsce szlacheckiej wyrosły na prymitywnym uogólnieniu to teza o totalnym zacofaniu gospodarczym i cywilizacyjnym kraju, która funkcjonuje w masowej świadomości w postaci stereotypu Polski jako „skansenu „ Europy. Przeciętny Polak kojarzy ten okres tylko z pańszczyzną i wyzyskiem mas chłopskich oraz z sarmatyzmem będącym synonimem obskurantyzmu i ksenofobii. Tymczasem rzeczywistość była trochę bardziej złożona i z dzisiejszej perspektywy zmusza do mniej jednoznacznych ocen. Otóż Rzeczpospolita jako kraj śródlądowy/do poł. XV w/, z przewagą szlachty i słabym mieszczaństwem oraz określonymi tradycjami gospodarczymi i warunkami naturalnymi nie mogła znaleźć się wśród krajów kolonialnych, w których powstawały zręby gospodarki kapitalistycznej. Oczekiwanie, że staniemy się z dnia na dzień kolonialną potęgą o gęstej sieci banków i giełd jest totalnym nieporozumieniem, nie liczącym się w ogóle z określonymi uwarunkowaniami. Natomiast warto zapytać , jak je wykorzystaliśmy?. Otóż dyskontując dobrą koniunkturę na produkty rolne/wysokie ceny zboża/ włączyła się Polska w XVI w. w międzynarodowy podział pracy w sposób, który przyniósł jej wymierne korzyści materialne. Staliśmy się największym w Europie producentem i eksporterem zboża, a skala polskiego handlu obejmowała cały kontynent. Gdańsk stał się największym portem nad Bałtykiem i jednym z najliczniejszych miast tej części Europy. Z drugiej strony otwierając się na produkty, głównie przemysłowe , kolonialne i luksusowe stanowiliśmy rynek zbytu dla krajów zachodnich. Ówczesna Polska nie była wyjątkiem w Europie, a podobny typ gospodarki panował i w innych krajach kontynentu znajdujących się na wschód od linii Łaby. Warto tez wiedzieć, że w XVI w. poziom polskiego rolnictwa, mierzony wskaźnikami plonów zbóż nie odbiegał od takich krajów jak Anglia, Francja czy Niemcy, przewyższając znacznie plony uzyskiwane w na obszarach ówczesnego Wielkiego Księstwa Moskiewskiego. Później czyli od. poł. XVII było już tylko gorzej, do czego przyczyniły się skutki licznych wojen trwające prawie nieprzerwanie przez prawie 120 lat ! . Stagnacja gospodarcza trwała aż do czasów stanisławowskich, kiedy to zaczęliśmy nadrabiać dzielący nas dystans/elementy gospodarki merkantylnej, rozwój banków, manufaktur/,ale proces ten przerwały rozbiory.
Struktura społeczna państwa, z dominującą i liczną, jak na warunki europejskie, szlachtą, słabym mieszczaństwem i pozbawionym wolności osobistej pańszczyźnianym chłopem odbiegała od standardów zachodnioeuropejskich, natomiast bliższa była krajom leżącym w sąsiedztwie. Przy czym w XVI w., wbrew potocznym wyobrażeniom, szczelność barier stanowych nie była skuteczna. Mieszczaństwo, zwłaszcza bogate i wykształcone, robiło kariery w kościele/bp. Hozjusz/ i na dworze monarszym/M. Kromer, rodzina krakowskich Bonerów/, a związki małżeńskie mieszczańsko-szlacheckie były dość częste. Co więcej, Rzeczpospolita w tym okresie dorównywała pod względem procentowego udziału ludności pozarolniczej takim krajom, jak Anglia, Hiszpania czy Niemcy/20 %/. Pamiętać tez trzeba o wyjątkowej w XVI w. potędze mieszczaństwa gdańskiego, które korzystając z licznych przywilejów, jakimi władcy obdarzali miasto, zgromadziło wiele bogactw i było na tyle silne, by przeciwstawiać się monarchom i całej armii koronnej/walka Gdańska ze S. Batorym/.Trzeba też zweryfikować legendy o położeniu chłopa. Po pierwsze pańszczyzna nie była darmową pracą chlapa no polu szlachcica, tylko rentą odrobkową czyli formą zapłaty za użytkowanie nie swojej ziemi. Po drugie w XVI w. chłopi tzw. kmiecie, czyli posiadacze pelnorolnych gospodarstw korzystali, tak jak szlachta z korzystnej koniunktury na produkty rolne, zwiększając swoje dochody na takim poziomie, iż mogli w mieście kupować produkty rzemieślnicze. Byli i tacy chłopi, którzy mieli własną czeladź czyli parobków a nawet pożyczali szlachcie pieniądze. Poza tym chłopi bronili się przed panem poprzez zbiegostwo, co dla właściciela zainteresowanego siłą roboczą było sporym zagrożeniem hamującym dość skutecznie dążenie do bezwzględnej eksploatacji poddanych. Tak więc w XVI stuleciu obraz stosunków społecznych w Polsce odbiega nieco od ugruntowanych stereotypów. Natomiast od II poł. XVII i w XVIII w. nastąpi istotne pogorszenie pozycji mieszczaństwa i chłopów, co opóźni zmiany społeczne i pogłębi przewagę „narodu szlacheckiego”, hamując proces kształtowania się nowoczesnego narodu. Poważnym impulsem w tym kierunku okażą się natomiast efekty kształcenia w szkołach Komisji Edukacji Narodowej, które przyczynią się do głębokich zmian mentalnych. Synowie „mocuimpanków”staną się społecznością ludzi żyjących inaczej niż ich sarmaccy przodkowie. Będą zakładać spółki handlowe , manufaktury, teatry i wydawnictwa, działać w administracji i sądownictwie, czynszować chłopów w swych majątkach/zamieniać pańszczyznę na czynsz/. Co więcej, duża część szlachty zrozumie potrzebę ograniczenia swych przywilejów, by otworzyć drogę do emancypacji stanów dotąd upośledzonych. W takim kontekście rodziły się reformy społeczne Sejmu Wielkiego, dzięki którym zaczął się proces przełamywania barier stanowych między szlachtą a mieszczaństwem, a państwo wzięło pod opiekę chłopa, ingerując w stosunki między nimi a szlachtą. Pamiętać tez warto, że twórcy konstytucji, by zachęcić do osiedlania się w Polsce, zapowiedzieli wolność osobistą wszystkim przybyszom. Pierwszy poważny krok na drodze przebudowy anachronicznej struktury społecznej został zrobiony, niestety dalszy marsz ku stosunkom europejskim został przerwany rozbiorami.
Specyfika polskiej kultury
Doganianie Europy przez Polskę przyniosło największe efekty w dziedzinie kultury, zwłaszcza w XVI w. Widać to wyraźnie w poziomie szkolnictwa i stopniu alfabetyzacji społeczeństwa. Otóż siec szkolna/szkoły parafialne, do których uczęszczały dzieci szlacheckie, mieszczańskie i rzadziej chłopskie/ w ówczesnej Polsce była podobnie rozwinięta jak we Francji czy Anglii. Ponad połowa szlachty umiała w tym czasie pisać, podobnie duża część mieszczaństwa a nawet część kobiet. Ciekawe, że pierwszy wybitny poeta polski chłopskiego pochodzenia, Klemens Janicki, żył i tworzył w społeczeństwie szlacheckim, a mimo to posiadanie ojca kmiecia nie przeszkadzało mu ani w studiach, ani późniejszym przebywaniu w otoczeniu szlachty i magnaterii i w zbieraniu laurów poetyckich. Poziom szkolnictwa podnosiły zakładane wtedy kolegia jezuickie, Akademie Wileńska i Zamojska oraz szkoły protestanckie o nowym programie nauczania. Wśród tych ostatnich najbardziej znana była Akademia w Rakowie zwana „Sarmackimi Atenami”. Zagraniczne studia Polaków w tym okresie, traktowane jako uzupełnienie wiedzy oraz pogłębienie humanistycznycznych zainteresowań młodzieży wpisują się w typowe zjawiska ówczesnej Europy. Do Włoch na studia jeździli też Niemcy, Francuzi, Anglicy, Hiszpanie Węgrzy , choć w większości tych krajów były uniwersytety. Rozwój drukarstwa w Polsce nie ustępował poziomowi produkcji drukarskiej we Francji, Niemczech czy Anglii, a, jak twierdzą historycy, zapewne przekraczał jej poziom w wielu innych krajach. Kraj nasz należał do czołówki państw, w których rozwijał się język narodowy. Pierwsza wydana osobna książka polska pochodzi już z r. 1513/”Raj duszy” Biernata z Lublina/i wyprzedza w czasie druki francuskie i angielskie. W okresie odrodzenia Polska była krajem otwartym na kontakty ze światem zewnętrznym, toteż przybywali do niej artyści włoscy, sprowadzano zagraniczne wydawnictwa, przedrukowywano obce książki. Import wiedzy i wzorów sztuki z Włoch, rozwinięty mecenat oraz znaczna liczba wybitnych , rodzimych umysłów zaowocowały „złotym wiekiem” kultury polskiej. Toteż jeden z najwybitniejszych autorytetów intelektualnych renesansowej Europy pisał w jednym z listów do Polski: ”Składam powinszowanie narodowi, który –chociaż niegdyś uważany był za barbarzyński- teraz tak pięknie rozwija się w dziedzinie nauki, praw, obyczajów, religii i we wszystkim, co przeciwne jest wszelkiemu nieokrzesaniu, że współzawodniczyć może z najbardziej kulturalnymi narodami świata”. Gdy myślimy o XVII w. w kontekście kultury to automatycznie wraca hasło zapamiętane z edukacji szkolnej –sarmatyzm, kojarzone z reguły jako synonim megalomańskich skłonności polskiej szlachty, konserwatyzmu, dewocji, zacofania, kultowej wręcz ciemnoty i wszelkiej maści obskurantyzmu. Tak jednoznaczną i negatywną konotację tego terminu zawdzięczamy elitom polskiego oświecenia, które wprowadziły go do litaratutry, po by uczynić zeń skrót używany do opisu krytykowanej rzeczywistości. Tymczasem warto wiedzieć ,że przypisywana tylko polskiej szlachcie megalomańska skłonność do szukania własnych korzeni w epoce starożytnej nie była wcale polska specyfiką. W dobie krystalizowania się nowożytnej świadomości narodowej , szukania własnej tożsamości i własnego miejsca wśród innych nacji wszyscy starali się dorabiać sobie starożytną genealogię. We Włoszech wyrażano przekonanie, że Italia jest spadkobierczynią antycznej tradycji, przeciwstawiając ją niższości kulturalnej Teutonów-Germanów. Z podobnymi tendencjami spotykamy się we Francji , gdzie sugerowano pokrewieństwo Francuzów z Grekami trojańskiego Priama, zapominając, że Frankowie byli Germanami. Anglicy z kolei wyprowadzali swój początek od trojańskiego Brutusa, a w Rosji wierzono z kolei w przodka cesarza Augusta, co torowało drogę do teorii o Moskwie jako trzecim Rzymie. Nie byliśmy zatem żadnym patologicznym wyjątkiem w ówczesnej Europie. Poza tym kultura sarmatyzmu przyniosła osobliwości wyróżniające ją na tle europejskiego baroku. Były nimi m.in. zjawisko łączenia elementów kultury zachodniej z wyraźnymi wpływami kultury orientalnej. Ta pierwsza utrwaliła się w narodowej ikonosferze wielką ilością zabytków, realizowanych nierzadko przez wybitnych architektów i rzeźbiarzy zachodnich, dzięki m. in .mecenatowi Wazów, którzy wprowadzili polską sztukę w nurt sztuki europejskiej . Orientalizm z kolei widoczny był w ubiorze szlachty, elementach uzbrojenia i w języku. Kolejna osobliwością tej kultury był portret trumienny, specyficznie polska forma malarska nieznana nigdzie poza Rzecząpospolitą. W tym okresie powstał tez typ dworu szlacheckiego z narożnymi alkierzami, który stanie się symbolem polskości przez kolejne dwa stulecia. Do dzisiaj w polskim pejzażu pozostawił barok najtrwalszy ślad . Czasy stanisławowskie przyniosły krajowi szybki skok ku oświeconej Europie. Zaowocowały one reformą edukacji, która można uznać za zjawisko na skale europejską zważywszy na to, że Komisja Edukacji Narodowej jako centralny organ państwowy zarządzała systemem oświaty państwowej obejmującym zhierarchizowany system szkół, oparty na jednolitym prawie oświatowym/statut szkolny/,wprowadziła jednolity model kształcenia nauczycieli, stały nadzór nad szkołami oraz powołała do życia instytucję przygotowującą jednolite podręczniki . Szkoły KEN-u wykształciły ok. 15-20 tyś. absolwentów, stając się kuźnicą nowoczesnego ruchu patriotycznego i obywatelskiego działania, bez których nie do pomyślenia byłyby polska rewolucja czyli reformy Sejmu Wielkiego. Rozpoczęła się tez w tym okresie, podobnie jak wcześniej w innych krajach Europy, ekspansja francuszczyzny oraz sztuki klasycyzmu . Warszawa stała się wreszcie rzeczywistym miastem stołecznym i rozrosła się z 30 do 100 tyś. mieszkańców, stając się znaczącym miejscem na mapie europejskiego oświecenia.
Zarysowany obraz nie jest na pewno pełny, ale pozwala stwierdzić, ze Rzeczpospolita szlachecka w XVI -XVIII w. była rzeczywistością dynamiczną, niezwykle złożoną a na pewno trudną do jednoznacznej oceny. W wielu dziedzinach stanowiła w Europie przykład kraju o dużej specyfice i oryginalności, kreującym nowe standardy i wykreślającym nowe horyzonty. W innych starała się korzystać z dorobku innych i dotrzymać im kroku, a gdy zostawała w tyle usiłowała dogonić najlepszych. Uczestniczyła w życiu kontynentu na wszystkich płaszczyznach znajdując swoje miejsce, specyficzne, ale ważne i to nawet wtedy, gdy kończyła swój byt polityczny.
B. K.