Wieloletnia praktyka nauczania historii w szkole uprawnia mnie do sformułowania oceny, że obecny system edukacji historycznej w szkole średniej nie spełnia swojego zadania. Powodów tego stanu jest wiele, ale większość nie dotyczy zaangażowania nauczycieli, lecz warunków, w jakich pracują. Dlatego istnieje potrzeba uzupełnienia wiedzy w formach pozalekcyjnych. Stad pomysł przygotowania cyklu artykułów dotyczących historii Polski, którego zadaniem jest nie tylko uzupełnienie luk w wiedzy, ale też stworzenie możliwości spojrzenia na nią z innej, niż podręcznikowa, perspektywy. Cykl obejmuje całą historię Polski i adresowany jest do zainteresowanych uczniów i nauczycieli .Kolejne teksty będą publikowane w odstępach miesięcznych i będą syntezami kolejnych okresów. Istotnym elementem tego projektu jest zaproszenie wszystkich czytelników do lektury tekstów z możliwością wyrażenia własnych opinii oraz ewentualnej polemiki z autorem. Wypowiedzi uczniowskie, zwłaszcza merytoryczne polemiki, poparte wiedzą i pracą będą miały szansę na ocenę wpisana do dziennika. W listopadzie opublikowane będą dwa teksty wstęp i „Polska w okresie średniowiecza”.
Zapraszam.
System edukacji nie tylko historycznej w Polsce w ogóle nie spełnia swojego zadania. Nie bez powodu na studiach mówi się, że jesteśmy po liceach ogólnie-nie-kształcących. Jeśli natomiast chcemy zastanowić się tylko nad edukacją historyczą, to trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie: czy celem nauki historii w szkole średniej jest przygotowanie uczniów do matury czy przekazanie im możliwie jak największej ilości wiedzy historycznej? Bez względu na to, który cel wybierze nauczyciel, kolejnym pytaniem, na które musi sobie odpowiedzieć jest co zrobić, aby uczniowie nie traktowali historii "po macoszemu".
OdpowiedzUsuńJeśli celem nauczyciela jest przygotowanie uczniów do matury - to czasu jest dokładnie tyle ile potrzeba. Jeśli natomiast postawi na drugi sposób, bardziej karkołomny to z góry jest skazany na niepowodzenie. Ponieważ nie tylko spotka się to z dezaprobatą uczniów ("Do matury już tylko X miesięcy a on się rozwodzi już 4 lekcję nad tym samym, a tu jeszcze tyle do zrobienia. Połowa z tego pewnie wcale nam się na maturze nie przyda."), ale często skutkuję nie zrealizowaniem materiału. Warto zaznaczyć, że ambicje wielu uczniów, kończą się na opanowaniu pewnego minimum, które pozwoli w miarę przyzwoicie napisać maturę. Tyle. Wszystko ponad to jest im zbędne.
Stawianie na przekazanie jak największej ilości wiedzy jest dobre, ponieważ pozwala przedstawić różne problemy z wielu, często odmiennych punktów widzenia , uczy samodzielnego myślenia, kształtowania własnej opinii, pozwala zrozumieć kształt obecnego świata. Jednak taka forma nauki powinna być realizowana pozalekcyjnie. W wymiarze 45min kilka razy w tygodniu nie ma absolutnie racji bytu ani szansy na powodzenie.
"Jeśli celem nauczyciela jest przygotowanie uczniów do matury - to czasu jest dokładnie tyle ile potrzeba."
OdpowiedzUsuńTak, jeśli nauczyciel jest człowiekiem obojętnym, nie obchodzi go świadomość, jaka tworzy się w umysłach młodych Polaków. Natomiast, w momencie gdy sami uczniowie czy też nauczyciel czują potrzebę powiedzenia "czegoś więcej", co kształtuje myśli, pozwala na głębsze poznanie pewnych faktów, czasu tego jest ZA MAŁO. Dla mnie jest śmieszne to, że klasa humanistyczna ma 1,5 godziny historii w tygodniu, tym bardziej w chwili, gdy pragnie przygotować się do matury nie tylko z perspektywy wykutych na pamięć faktów i dat, ale też chce nauczyć się logicznego myślenia, łączenia faktów, spojrzenia na historię z innej strony niż szkolnej ławki.
"Do matury już tylko X miesięcy a on się rozwodzi już 4 lekcję nad tym samym, a tu jeszcze tyle do zrobienia. Połowa z tego pewnie wcale nam się na maturze nie przyda."
Trzeba czasem zastanowić się nad tym czy matura ważniejsza jest niż świadomość narodowej historii, historii PRAWDZIWEJ. Oczywiście nie twierdzę, że matura nie jest ważna, ale stawiam ją na równi z rozwijaniem umysłu i tejże świadomości , a nie bezmyślnym pisaniem zapamiętanych rzeczy. Matura jest maturą, ale do życia w społeczeństwie nie przygotuje, bo tutaj nie wylewa się zdobytej w szkole wiedzy, ale trzeba sobie radzić, ciężko pracować, logicznie myśleć,żeby mieć dogodny byt, by kontakty z innymi nie ograniczały się do drętwych rozmów! Skoro więc liceum nazywa się ogólnokształcącym, powinno również przygotowywać do pewnych ról społecznych, a przykładem tego przygotowania są na przykład takie lekcje historii, w których nauczyciel może udzielić odpowiedzi na dręczące umysły młodych ludzi pytania, a także podzielić się z nimi tym, co jest naprawdę WAŻNE dla nas, jako Polaków! To dopiero powinno być, według mnie, nazywane wykształceniem ogólnym, pełnym i wartościowym.
"Warto zaznaczyć, że ambicje wielu uczniów, kończą się na opanowaniu pewnego minimum, które pozwoli w miarę przyzwoicie napisać maturę. Tyle. Wszystko ponad to jest im zbędne."
Uogólnienie. Chciałabym zauważyć, że to jest blog Unii, szkoły ludzi z wielkimi ambicjami i my nie ograniczamy się do minimum i chcemy więcej. Myślę, że większa część społeczności szkoły ma takie cele, bez których by do niej nie przyszła.
"Stawianie na przekazanie jak największej ilości wiedzy jest dobre, ponieważ pozwala przedstawić różne problemy z wielu, często odmiennych punktów widzenia , uczy samodzielnego myślenia, kształtowania własnej opinii, pozwala zrozumieć kształt obecnego świata. Jednak taka forma nauki powinna być realizowana pozalekcyjnie."
Tak, jest dobre, bardzo dobre. Tylko kto będzie płacił za zajęcia pozalekcyjne nauczycielom? Poza tym takie wzmianki i dygresje, które są "czymś więcej" , wpadają nagle do głów i zaczyna chcieć się o tym mówić. Jak można to sobie wyobrazić? Przychodzimy na dodatkową lekcje, a biedny nauczyciel musi trudzić się, co by im tu powiedzieć z tego, czego nie mają w podręczniku. Myślę, że to nie byłoby łatwe.
Co do "Spotkań z inną historią" uważam , że to świetny pomysł, lecz i tak nie zastąpi mówienia o tym na żywo, na lekcjach. Mimo to, gratuluje pomysłu ;)
Justyna Nowaczek
Justyna w której klasie jesteś?
OdpowiedzUsuńw drugiej ; )
OdpowiedzUsuń"Trzeba czasem zastanowić się nad tym czy matura ważniejsza jest niż świadomość narodowej historii, historii PRAWDZIWEJ"
OdpowiedzUsuńOczywiście, że świadomość narodowej historii jest ważniejsza. Ale zadajmy sobie pytanie czy to jest tylko i wyłącznie wina młodych ludzi, że dobry wynik maturalny przeciwstawiają prawdziwym wartościom. Ja, jako uczeń klasy maturalnej naszej szkoły chce powiedzieć że nie! W dzisiejszych czasach młody człowiek już w gimnazjum zaczyna być karmiony twierdzeniami typu " matura jest najważniejsza, to jest przepustka do dostatniego życia" albo "matura zrobi z Ciebie człowieka". Często w rodzinie, rodzice mający zbyt duże ambicje wobec swojego dziecka wywierają presje o to aby wynik maturalny był jak najwyższy, zupełnie zapominając o tym, że są jeszcze inne wartości. Jest jeszcze wiele innych przykładów takich sytuacji. I to jest też mniejsza lub większa przyczyna tego, że młody człowiek który zakodował sobie w głowie takie informacje, po prostu nie ma czasu, albo po prostu uważa, że te wartości nie pomogą mu zdać matury więc są nie potrzebne, bo przecież tylko matura jest bramą przez która można osiągnąć w życiu sukces.
Dziękuje
Justyna w takim razie porozmawiamy w trzeciej klasie, ale gwarantuje Ci, że twierdzenia
OdpowiedzUsuń"(...)Unii, szkoły ludzi z wielkimi ambicjami i my nie ograniczamy się do minimum i chcemy więcej. "
już pod koniec drugiej klasy staną się pustym frazesem, ponieważ w pewnym momencie okazuje się, że to "więcej" jednak jest niekonieczne. Jednakże jak widzę daleko jeszcze Ci do tych myśli. Ciesz się chwilą obecną! Jeszcze z rozrzewnieniem będziesz wspominać swą naiwność.
Maturzysta - "(...) aby wynik maturalny był jak najwyższy, zupełnie zapominając o tym, że są jeszcze inne wartości." Cała moja klasa w trzeciej klasie przechodziła przez bunt wobec matury i jej bezsensu, wobec tego, jak ten egzamin spłycał naszą edukację i naszą postawę względem wiedzy. W maju przyjdzie Ci się jednak zmierzyć z bolesną rzeczywistością, że TAK ten egzamin zadecyduje o Twoim życiu. Ktoś zamknie całego Ciebie w dwóch cyfrach, zostaniesz tylko nr PESEL i naklejką z kodem, kolejnym arkuszem do sprawdzenia. A potem przyjdzie czas, kiedy okaże się, że nikgo nie interesują żadne dodatkowe informacje na Twój temat. Będziesz nr PESEL i dwoma cyferkami z matury przez cały okres postępowania rekrtuacyjnego na studia. To absurd? Tak, jak najbardziej. Kiedy będziesz czekał na wyniki postępowania rekrutacyjnego zrozumiesz, że jednak ten absurdalny w swojej formie i treści egzamin jednak jest bramą. Ale nie do sukcesu, lecz do drogi, na końcu której ten sukces się znajduje.
" A potem przyjdzie czas, kiedy okaże się, że nikgo nie interesują żadne dodatkowe informacje na Twój temat." Ale wiesz, co jest ważne? To, żeby człowiek czuł się wartościowy, a nie spłycał się , jak wszystko wokół. Dlatego bez sensu jest myślenie "wszyscy i wszystko takie jest , więc dlaczego mam być inny, skoro i tak nie zwrócą na to uwagi". Nie twierdzę , że matura nie jest "bramą" do przyszłości, bo niestety jest i nie poradzę nic na to. Ale ważne jest to, kim się czuję. A sukces uważam też za bycie dobrym, mądrym człowiekiem, który umie zobaczyć coś, czego nie ma w podręcznikach. Tyle w tym temacie.
OdpowiedzUsuńPoziom edukacji w szkołach średnich jest tragiczny. A zresztą śmiało możemy powiedziez że takze w szkołach gimnazjalnych.Z roku na rok jest coraz więcej reform, które zamiast pomagać,pogrążaja i jeszcze bardziej szkodzą oświacie.Zastanówmy się tak przez chwile. Rok szkolny trwa 10 miesięcy. Odejmijmy od tego wszystkie święta, soboty i niedziele, ferie,matury, wycieczki, wyjazdy, akademie, kina i teatry i w ten oto sposób pozostaje nam tych kilka śmiesznych miesięcy, które topnieją jak snieg. Żaden nauczyciel historii, nawet najbardziej elastyczny i kompetenty nie zdoła przygotować do matury klasy mając niecałe 120 godzin zajęć rocznie. Ale prosze sie nie martwić,bo po nie ma potrzeby. Zadbano także o to żeby matura z roku na rok była coraz bardziej łatwiejsza, tak aby wszyscy ją mogli zdać. Chciałabym przypomnieć że przedwojenna matura była odpowiednikiem dzisiejszych studiów, bo w dawnych czasach stawiało się na jakość, a nie ilość.
OdpowiedzUsuńBardzo dobra i pomysłowa inicjatywa. Jak widzę nic się nie zmieniło,prof. Kędziora wykorzystuje wszystkie moźliwe środki do przekazania wiedzy :d brawo!
OdpowiedzUsuń