środa, 9 listopada 2011

Białe plamy...

...czyli o współczesnej świadomości historycznej Polaków.
Na początku niezbędne wyjaśnienie, co kryje się pod pojęciem „białych plam”. Dla pokolenia poddanego doświadczeniu prania mózgu w PRL, sprawa jest oczywista. Chodzi najkrócej mówiąc o wydarzenia z historii, zwłaszcza z historii Polski, choć nie tylko, które stały się przedmiotem wielorakiej- czasem bardzo siermiężnej, czasem bardziej subtelnej -manipulacji, przekłamań, półprawd, tendencyjnych interpretacji, przemilczeń, służyły upowszechnianiu szkodliwych mitów, stereotypów i legend. Wszystko po to, by lansować jedynie „słuszną” wersję przeszłości, zgodną z oczekiwaniami władz i służącą doraźnym celom polityczno-propagandowym, a więc najczęściej nijak się mającą do prawdy historycznej. Dodam że ta „zatruta humanistyka”dotyczyła zwłaszcza historii najnowszej , szczególnie zaś dziejów ZSRR i stosunków polsko-sowieckich w XX oraz dziejów PRL. Katalog „białych plam” był bardzo długi a do rangi symbolu urasta sprawa kłamstwa katyńskiego, zasygnalizowana na filmie A. Wajdy. Z reguły reakcją obronną myślącej części społeczeństwa, którego edukacja historyczna na szczęście nie ograniczała się jedynie do wiedzy czerpanej z propagandy i lekcji historii, choć z tym różnie bywało , był przekaz rodzinny oraz poszukiwanie prawdy w tzw. bibule, czyli wydawnictwach drugiego obiegu, pochodzących z kraju bądź z tzw. Zachodu. A więc bywało, że dostawało się tajnymi kanałami małą książeczkę, pisaną mikroskopijną czcionką, na jedna noc, do przeczytania i z wypiekami na twarzy połykało się ją szybko, by zaraz potem przekazać dalej, kolejnej osobie czekającej w tej elitarnej kolejce. Tak bywało onegdaj. Ale co to ma wspólnego ze współczesną świadomością historyczną Polaków, kształtowaną w wolnej Polsce, gdy brak cenzury, szkoła wolna , gdy nauka wyzwolona z okowów krepującego ją gorsetu nakazów i zakazów, gdy wszystko można czytać, a dostęp do informacji jest nieograniczony?. A jednak ma i to wcale, nie coś tylko.

W krzywym zwierciadle
Otóż okazuje się, że współczesna świadomość historyczna Polaków nie jest wcale wolna od białych plam, co wykazują różnego rodzaju badania socjologiczne, czy też organizowane z okazji rożnych rocznic historycznych uliczne sondaże .Zdradzają one nie tylko elementarne braki w wiedzy, ale przede wszystkim karykaturalny wizerunek własnej przeszłości, zwłaszcza na tle historii innych narodów. Na bazie żenującego braku wiedzy oraz zmitologizowanej- pełnej prymitywnych ,szkodliwych stereotypów i uogólnień - wersji historii Polski, rozpowszechnianej często w mediach a czasami też utrwalanej przez niewydolną edukację szkolną, powstaje obraz , który ma mało wspólnego z prawdą, ale, co gorsze rodzi poczucie wstydu i zażenowania związanego z przeżyciem własnej historii. Powiedzmy to otwarcie, mamy poważne kompleksy, gdy o niej myślimy. A dzieje się to równolegle z polityką historyczną naszych sąsiadów, którzy w ostatnich zwłaszcza latach próbują zręcznie reinterpretować własną historią w taki sposób, by w nowym świetle ukazać „trudne wątki” własnej przeszłości, np. niemiecka kinematografia usiłuje przedstawić II wojnę wyłącznie przez pryzmat tragicznego dla Niemców 1945 r. , by pokazać, że i Niemcy byli ofiarami wojny. Tak to prawda, ale przecież wojna zaczęła się już w 1939 r. i była od początku najbrutalniejszą z wojen a jej ofiarami były narody Europy zniewalane i maltretowane przez Niemców, uwiedzonych przez nazizm ,który masowo poprali. Rosjanie z kolei, próbując uciec od odpowiedzialności za mord polskich oficerów, mistyfikują tzw. „polski Katyń”, obciążając stronę polską śmiercią tysięcy bolszewickich jeńców osadzonych w polskich obozach, po wojnie w 1920 r.
Przejdźmy do konkretów. Z czym kojarzy się przecietnnemu Polakowi okres średniowiecza w naszym kraju?. Z legendarnymi przodkami- Piastami , chrztem Mieszka oraz z narodowym mitem , bitwą pod Grunwaldem, która leczy skutecznie nasze kompleksy i zaspakaja głód spektakularnego sukcesu. Obraz Rzeczpospolitej szlacheckiej zdominowany jest przez zdegenerowaną szlachtę , która z maniakalną wręcz konsekwencją wiedzie państwo ku katastrofie rozbiorów. Okres zaborów z kolei to niekończąca się rzeka krwi wylewanej w samobójczych zrywach powstańczych. XX- lecie międzywojenne kojarzy się przeciętnemu zjadaczowi chleba z Piłsudskim i klęską wrześniową, która boli do dziś bardzo. Czas okupacji do znów morze krwi, która poszła na marne. A później kolejne mity : wojna domowa, brzydka twarz stalinizmu, ale później już coraz lepiej, bo bohater polskiego października Gomółka to przecież nie Stalin. A za Gierka to przecież wielki skok w gospodarce a i w wolności. Wprawdzie nie obyło się bez problemów, ale jakoś w tym PRL-u dało się w tym czasie żyć. To nic że jednym lepiej, a innym trochę gorzej, że niektórym brakowało chleba ,wolności i prawdy .Po drodze zdarzyła się wprawdzie „Solidarność”, ale za nią przecież przepraszali niektórzy jej działacze rozczarowani rzeczywistością po 1989 r. Jedynym jasnym punktem w świadomości historycznej Polaków pozostaje papież Polak, ale i jego rola tez bywa niekiedy sprowadzana do leku w terapii leczącej polskie kompleksy. Na koniec okrągły stół, którego głównymi architektami mają być komuniści, którzy obronili przecież Polskę od sowieckiej interwencji w okresie stanu wojennego, a teraz zechcieli podzielić się władzą z opozycją i w ten sposób stali się akuszerami III RP.

Jaka pamięć
Mam świadomość, że ten opis stanu świadomości historycznej grzeszy uogólnieniami i uproszczeniami, że jest niepełny. Zgoda, ale dlaczego młode pokolenie reaguje z reguły na informacje o sukcesach na szych przodków z niedowierzaniem, może z wyjątkiem zwycięstw militarnych. A gdy próbuję jako nauczyciel historii pokazywać fakty, czy zjawiska, które ukazują nasze osiągnięcia na tle innych krajów, to wtedy na twarzach rysuje się grymas sceptycyzmu, a w powietrzu wisi pytanie, czy to możliwe?. Czy nie są to symptomy chorej pamięci albo po prostu zupełnego jej braku czyli czegoś, co przypomina zbiorową amnezję?. A już na pewno widać w tych reakcjach gigantyczne poczucie niższości. Nie bójmy się tego powiedzieć to klęska edukacji historycznej opartej dziś głównie na niewydolnej szkole i mediach, które po 1989 r. w wielu wypadkach utrwalały szkodliwe stereotypy. Czemu miało np. służyć skrócenie nauki w liceum ogólnokształcącym o jeden rok w sytuacji, gdy zakres materiału z historii nie został zredukowany? .Efekt jest taki, że nasi uczniowie więcej wiedzą o czasach faraona, niż np. o najnowszej historii Polski, która jako materiał realizowana jest w ostatnich miesiącach nauki w gimnazjum i liceum, a więc często brakuje na nią czasu, a frekwencja uczniów na tych lekcjach z powodu przygotowań do egzaminów bywa szczątkowa. Opinię te potwierdza wielu nauczycieli. Bywa i tak, że uczniowie w ogóle nie stykają się z historią najnowszą na żadnym etapie szkolnej edukacji !. Symptomatyczny jest tez fakt, że film o naszym wielkim zwycięstwie „Solidarności” zrobiony został ostatnio przez niemieckiego reżysera !/chodzi o film p.t. „Strajk” V.Schlondorffa o A. Walentynowicz/.Mimo podejmowanych w ostatnim okresie prób zmian w tej dziedzinie/w związku np. z: powstaniem Muzeum Powstania Warszawskiego, edukacyjną działalnością IPN oraz z filmem „Katyń” i planowana produkcją na temat ks. J. Popiełuszki oraz Muzeum Historii Polski/efekty zaniedbań z okresu PRL i wielu lat III RP są widoczne gołym okiem. Młode pokolenie, wychowywane w kulcie sukcesu oraz przyzwyczajone do mierzenia wszystkiego w kategoriach realnych zysków i strat, nie będzie chciało identyfikować się z własną historią, którą postrzega jako nieprzerwany ciąg klęsk, martyrologii i upokorzenia. Nie chodzi przecież o to, by burząc szkodliwe stereotypy tworzyć nowe mity, ale raczej wydobyć z naszej historii to wszystko, co na trwale wpisało się w obraz Europy i świata, o czym trzeba pamiętać , jeżeli chcemy mieć szacunek dla samych siebie i tego samego oczekujemy od innych. W globalizującym się świecie i w jednoczącej się Europie każdy szanujący się naród chce mieć swoje miejsce, wyznaczone także przez jego historię. My też to miejsce mamy.

3 komentarze:

  1. Jedną z takich plam jest niewątpliwie "Hołd Ruski" z 29 października 1611r.
    Data zupełnie zapomniana i wymazana z historii. Nie ma jej w podręcznikach, na lekcjach historii... A przecież w tym roku już minęło 400lat. Najbardziej mnie zdziwiło, że Pan, który przywiązuje tak dużą wagę do historii Polski, do pokazania nam, że historia naszego kraju to nie jest powód do wstydu, lecz do dumy, też o tym nie wspomniał.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Najbardziej mnie zdziwiło, że Pan, który przywiązuje tak dużą wagę do historii Polski, do pokazania nam, że historia naszego kraju to nie jest powód do wstydu, lecz do dumy, też o tym nie wspomniał."
    komu jak komu, my o tym usłyszeliśmy ;)

    OdpowiedzUsuń